Madrid i rodzina
28, 29 i 30 czerwca roku 2022 byłem w Madrycie, by odwiedzić moją mamę, która w tym roku będzie miał 98 lat.






Adwent – radosna pokuta
Adwent jest czasem pokuty, ale ta pokuta ma charakter radosny. Powinno się czekać na Boże Narodzenie z uśmiechem, warto też zrobić konkretne postanowienia, np. „będę uczęszczał na Msze św. roratnie”. Pamiętajmy, że one nie są tylko dla dzieci. Komunia św. to jak przeżywanie Bożego Narodzenia każdego dnia. Jezus przechodzi obok nas, będąc obecny w drugim człowieku, w żonie, w dzieciach, w pracy. Objawia się nam także przez przykre doświadczenia. Bóg chce się rodzić w moim życiu codziennym. Powinienem Mu to ułatwić, starając się „być Chrystusem” w mojej pracy, w kontaktach z ludźmi. Po pierwsze jednak: modlitwa.
Modlitwa, czyli dialog, czyli słuchanie. Trzeba słuchać, co Duch Święty mówi do nas. Nadchodzi nowy rok liturgiczny. Powinniśmy czuwać przed kolejnym przyjściem Pana Jezusa. Jesteśmy teraz między Jego pierwszym przyjściem – w ciele a drugim – w chwale. Katolik zawsze powinien być przygotowany: do przyjęcia Komunii św. i na śmierć. Pod koniec Adwentu są duże kolejki do spowiedzi. Św. Jan Paweł II został kiedyś zapytany przez dzieci, jak powinny przygotować się do świąt. Odpowiedział im, że powinny przystąpić do sakramentu pokuty. Zachęcił dzieci mówiąc, że on sam też się wyspowiada. Dobrym zjawiskiem jest, że człowiek „w końcu” przystępuje do spowiedzi. Można to porównać z zakupem prezentów: wiemy, że mamy je kupić, ale zamiast zrobić to wcześniej, często kupujemy je w ostatniej chwili. Lepiej byłoby zrobić to wcześniej, ale dobrze, że i tak „w końcu” je kupujemy. Nie można świętować bez przygotowania się. Kiedy młody człowiek szykuje się na bal maturalny, musi się pięknie ubrać. Liturgia adwentowa zachęca nas do oczyszczenia.
Nie można zapominać, że Jezus urodził się, by umrzeć – w Betlejem obecna jest Kalwaria. Radość jest zakorzeniona w krzyżu. Człowiek jest radosny, kiedy potrafi się umartwiać. Pokuta i radość chodzą w parze. Trzeba pracować nad sobą i poprawiać naszą kondycję duchową, aby przyspieszyć marsz do Betlejem. Na tym właśnie ma polegać pokuta adwentowa, która powtarzam- nie jest smutna, tylko radosna. Lubimy świętować, a prawdziwe świętowanie jest tylko wtedy, kiedy świętujemy z Bogiem
Trzeba określić Adwent jako czas nadziei. Papież Benedykt XVI w swojej drugiej encyklice „Spe salvi” mówi, że nadzieja już daje nam zbawienie. Czas Adwentu jest przede wszystkim czasem czekania z nadzieją na Zbawiciela. Papież emerytowany podkreślał, że wiara jest związana z nadzieją, i tam, gdzie nie ma nadziei, nie ma Boga. Chrystus, będący Zbawicielem dla wszystkich, jest również Nadzieją dla wszystkich. Kiedy czytałem nową encyklikę, zrobił na mnie wrażenie punkt 48: „Nikt nie żyje sam. Nikt nie grzeszy sam. Nikt nie będzie zbawiony sam. Nieustannie w moje życie wkracza życie innych: w to, co myślę, mówię, robię, działam”. Czas Adwentu to czas apostołowania. To także prawdziwa jałmużna: pomagać człowiekowi tak, aby sam odkrył prawdziwą nadzieję. Nie zapominajmy również, że Adwent to także czas przygotowania na ponowne przyjście Chrystusa w chwale, na końcu czasów. W słowach: „Marana Tha”- Przyjdź, Panie Jezu! – była zawarta nadzieja pierwszych chrześcijan.
MEMENTO MORI!!!
Nie mogę zapomnieć mej pierwszej podróży pociągiem z Warszawy do Szczecina. Było to pod koniec marca 1994 r. Ledwo kilka dni wcześniej przyleciałem do Warszawy z Madrytu. Byłem pod bardzo dobrym wrażeniem: widziałem ładne, nowe lotnisko, wszędzie jeździły sympatyczne maluchy i taksówki mercedesy. Podziwiałem biały i czysty dom na ulicy Filtrowej, gdzie zacząłem mieszkać. Dopiero pierwsza podróż poza Warszawę ukazała mi inną rzeczywistość.
Memento mori! Memento MORI!! MEMENTO MORI!!! Słyszałem te słowa od kogoś, kto krzyczał na całe gardło. Na początku myślałem, że to kolejowe głośniki, ale nie… To był ludzki głos, który coraz bardziej zbliżał się do mnie. Cały czas słyszałem „Memento mori!” jaśniej, mocniej, prawie śpiewane. Co to jest? Aż w końcu sprawa się wyjaśniła: to nietrzeźwy mężczyzna przechodzi przez wszystkie wagony, powtarzając co sił w płucach ‘pamiętaj o śmierci’. Atmosfera była nieco przerażająca, ale jednocześnie zabawna i tragiczna. Pierwszy raz widziałem człowieka nietrzeźwego i również pierwszy raz słyszałem tak wiele razy i w pociągu – w moim prawie już czterdziestoletnim życiu – to znane zdanie łacińskie: Memento mori!
A później przyszedł pan z „Warsu” ofiarując poczęstunek. Nie zrozumiałem, co mówił i gestem powiedziałem: nie! I od razu usłyszałem słowo wypowiedziane jasno i bezbłędnie: gratis! Zrozumiałem go natychmiast. Zapytałem jednak powtarzając: gratis? – Tak, gratis. A więc w takim razie przyjmuję z przyjemnością, niech będzie ‘gratis’ poczęstunek. Zjadłem go, cały czas pamiętając o śmierci. ‘Memento mori!’ nieustannie brzmiało mi w uszach.
To była pierwsza podróż po Polsce po tygodniowym w niej pobycie. Przekonałem się, że łacina -tak jak angielski- opłaca się i jest znana w tym słowiańskim kraju.
W listopadzie, miesiącu zmarłych, gdzie zastanawiamy się nad tajemnicą życia i śmierci, wybrałem różne sentencje łacińskie ze świata klasyków i z Pisma Świętego. Może trochę nam pomogą w rozważaniu rzeczy ostatecznych.
-Aut vincere, aut mori – Albo zwyciężać, albo umierać
-Consummatum est – Dokonało się
-Contra vim mortis non est medicamen in hortis – Przeciwko mocy śmierci nie ma ziół w ogrodach.
-Dulce et decorum est pro patria mori. – Słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę.
-Hodie mihi, cras tibi. – Dziś mnie, jutro tobie.
-Impares nascimur, pares morimur – rodzimy się nierówni, umieramy równi.
-In articulo mortis – w obliczu śmierci.
-Libera te ex inferis – uchroń siebie przed piekłem
-Mors certa, hora incerta – śmierć pewna, godzina niepewna
-Mors est quies viatoris, finis est omnis laboris – śmierć jest spoczynkiem podróżnego, jest kresem mozołu wszelkiego.
-Mors malum non est, sola ius aequum generis humani – śmierć nie jest złem, a jedynie prawem obowiązującym cały rodzaj ludzki.
-Mors meta malorum – śmierć kresem cierpień.
-Mors sola – tylko śmierć.
-Mortui sunt, ut liberi vivamus – umarli, byśmy mogli żyć jako wolni ludzie
-Nemo ante mortem beatus – nikogo nie można nazwać szczęśliwym przed śmiercią.
-Non omnis moriar – nie wszystek umrę
-Pulvis es et in pulverem reverteris – prochem jesteś i w proch się obrócisz.
-Pulvis et umbra sumus – prochem i cieniem jesteśmy.
-Quotidie morior – codziennie umieram
-Requiescat in pace (R.I.P.) – niech spoczywa w pokoju
-Respice finem – patrz końca.
-Sic transit gloria mundi – tak przemija chwała tego świata
-Sub specie aeternitatis – z punktu widzenia wieczności.
-Tempus breve est – czas jest krótki
-Tempus fugit, aeternitas manet – czas ucieka, wieczność pozostaje (trwa, czeka)
-Ubi est, mors, victoria tua? – gdzie o śmierci twoje zwycięstwo?
-Vita mutatur, non tollitur – życie zmienia się, ale się nie kończy
-Vivere nolit, qui mori non vult – kto nie chce umierać, ten nie chce też żyć.
Memento Mori! Vita mutatur, non tollitur!
Nie mogę zapomnieć mej pierwszej podróży pociągiem z Warszawy do Szczecina. Było to pod koniec marca 1994 r. Ledwo kilka dni wcześniej przyleciałem do Warszawy z Madrytu. Byłem pod bardzo dobrym wrażeniem: widziałem ładne, nowe lotnisko, wszędzie jeździły sympatyczne maluchy i taksówki mercedesy. Podziwiałem biały i czysty dom na ulicy Filtrowej, gdzie zacząłem mieszkać. Dopiero pierwsza podróż poza Warszawę ukazała mi inną rzeczywistość.

Memento mori! Memento MORI!! MEMENTO MORI!!! Słyszałem te słowa od kogoś, kto krzyczał na całe gardło. Na początku myślałem, że to kolejowe głośniki, ale nie… To był ludzki głos, który coraz bardziej zbliżał się do mnie. Cały czas słyszałem „Memento mori!” jaśniej, mocniej, prawie śpiewane. Co to jest? Aż w końcu sprawa się wyjaśniła: to nietrzeźwy mężczyzna przechodzi przez wszystkie wagony, powtarzając co sił w płucach ‘pamiętaj o śmierci’. Atmosfera była nieco przerażająca, ale jednocześnie zabawna i tragiczna. Pierwszy raz widziałem człowieka nietrzeźwego i również pierwszy raz słyszałem tak wiele razy i w pociągu – w moim prawie już czterdziestoletnim życiu – to znane zdanie łacińskie: Memento mori!
A później przyszedł pan z „Warsu” ofiarując poczęstunek. Nie zrozumiałem, co mówił i gestem powiedziałem: nie! I od razu usłyszałem słowo wypowiedziane jasno i bezbłędnie: gratis! Zrozumiałem go natychmiast. Zapytałem jednak powtarzając: gratis? – Tak, gratis. A więc w takim razie przyjmuję z przyjemnością, niech będzie ‘gratis’ poczęstunek. Zjadłem go, cały czas pamiętając o śmierci. ‘Memento mori!’ nieustannie brzmiało mi w uszach.
To była pierwsza podróż po Polsce po tygodniowym w niej pobycie. Przekonałem się, że łacina -tak jak angielski- opłaca się i jest znana w tym słowiańskim kraju.
W listopadzie, miesiącu zmarłych, gdzie zastanawiamy się nad tajemnicą życia i śmierci, wybrałem różne sentencje łacińskie ze świata klasyków i z Pisma Świętego. Może trochę nam pomogą w rozważaniu rzeczy ostatecznych.
-Aut vincere, aut mori – Albo zwyciężać, albo umierać
-Consummatum est – Dokonało się
-Contra vim mortis non est medicamen in hortis – Przeciwko mocy śmierci nie ma ziół w ogrodach.
-Dulce et decorum est pro patria mori. – Słodko i zaszczytnie jest umierać za ojczyznę.
-Hodie mihi, cras tibi. – Dziś mnie, jutro tobie.
-Impares nascimur, pares morimur – rodzimy się nierówni, umieramy równi.
-In articulo mortis – w obliczu śmierci.
-Libera te ex inferis – uchroń siebie przed piekłem
-Mors certa, hora incerta – śmierć pewna, godzina niepewna
-Mors est quies viatoris, finis est omnis laboris – śmierć jest spoczynkiem podróżnego, jest kresem mozołu wszelkiego.
-Mors malum non est, sola ius aequum generis humani – śmierć nie jest złem, a jedynie prawem obowiązującym cały rodzaj ludzki.
-Mors meta malorum – śmierć kresem cierpień.
-Mors sola – tylko śmierć.
-Mortui sunt, ut liberi vivamus – umarli, byśmy mogli żyć jako wolni ludzie
-Nemo ante mortem beatus – nikogo nie można nazwać szczęśliwym przed śmiercią.
-Non omnis moriar – nie wszystek umrę
-Pulvis es et in pulverem reverteris – prochem jesteś i w proch się obrócisz.
-Pulvis et umbra sumus – prochem i cieniem jesteśmy.
-Quotidie morior – codziennie umieram
-Requiescat in pace (R.I.P.) – niech spoczywa w pokoju
-Respice finem – patrz końca.
-Sic transit gloria mundi – tak przemija chwała tego świata
-Sub specie aeternitatis – z punktu widzenia wieczności.
-Tempus breve est – czas jest krótki
-Tempus fugit, aeternitas manet – czas ucieka, wieczność pozostaje (trwa, czeka)
-Ubi est, mors, victoria tua? – gdzie o śmierci twoje zwycięstwo?
-Vita mutatur, non tollitur – życie zmienia się, ale się nie kończy
-Vivere nolit, qui mori non vult – kto nie chce umierać, ten nie chce też żyć.
AI Alcañiz apostoł art bible blog catholic christianity Deporte Diary Educación espanol faith god Homilia In vitro jedność jesus life love mental-health Mundo Papa Francisco Papież polski pope-francis religion Sacerdos San Agust wolność writing
Secret to happiness? – Be saint!
Bishop Barron
Biskup Ryś
Nie wy Mnie wybraliście
Dziś wspominamy świętego Macieja, apostoła wybranego przez Ducha Świętego ponieważ reszta jedenastu nie wiedział kogo wybrać. Padł los – cecidit sors – Maciej został wybrany, by kolegium apostołów został wypełniony po zdradzie Judasza. Nic nie wiemy o Macieju, wiemy, że został wybrany, by łączyć się do ‘colegium’, do ‘komunii’ apostołów.
Drugi kandydat może był i bardziej znany w świecie żydowskim i w kulturze imperium rzymskiego. Miał podwójne imienia. Barnaba – syn proroctwa czy syn pocieszenia, a więc znany i uszanowany wśród ziomków. Po łacinie został określony czy poznawany jako ‘iustus’ czyli sprawiedliwy. Na pewno Barbaba był człowiekiem wielkiej klasy, ale Duch Święty wybrał Macieja, by podkreślić, że On wybiera, że On ma inicjatywę, że każde powołanie pochodzi od Boga. Łaska ma zawsze pierwszeństwo. Talenty, zdolności, własna wolność i możliwości działania powinny służyć innym. Bóg woła, byśmy służyli innym, byśmy potrafili tworzyć ‘komunię’, jednością, Kościół.
Dziś czytałem słowa Ratzingera w Opera Omnia VIII,1 str. 227-233 cytuję kilka zdań:
- Moja radość będzie trwałą radością wtedy, gdy jest radością wszystkich. Nie mogę pośród bitwy kroczyć z różą w ręku. Wyobrażenie chrześcijaństwa, w którym w grę chodzi tylko o moja dusza, w którym zajmuje się tylko moją sprawieliwością przed Bogiem, moją łaską uświęcającą, moim wejściem do nieba, dla de Lubaca stanowi karykaturą chrześcijaństwa, która w XIX i XX wieku umożliwiała szerzenie się ateizmu.
- Wszyscy mamy się stać jednym: Jezusem Chrystusem. Stąd słowo ‘katoliczym’ stało się dla de Lubaca przewodnim słowem całego jego myślenia teologicznego.
- Jeśli Chrystus jes ‘sakramentem Boga’, to Kościół jest dla nas sakramentem Chrystusa; Kościół reprezentuje wobec Chrystusa według całej starodawnej mocy tego słowa, czyli prawdziwie czyni Go obecnym wśród nas.
- Biblia ukazała to symbolicznie w historii budowy wieży Babel. Najbardziej zaawansowane możliwości techniczne przemieniają się w całkowitą niezdolność tworzenia wspólnoty z ludźmi.
- Możemy więc powiedzieć, że sedno naszego niezbawienia tkwi w samotność, braku miłości.
- Ludzka jedność, taka, jakiej domaga się byt człowieka, musi odpowiedzieć na pytanie o śmierć i tam znaleźć swoje najgłębsze potwierdzenie.
- Człowiek nie może utożsamić się z Bogiem, Bóg jednak utożsamił się z człowiekiem – i to jest treść Komunii, która jest nam ofiarowana w Eucharystii, a każda communio niższej rangi daje zbyt mało.
- Kościół jest communio, jest jednoczeniem się Boga z ludźmi w Chrystusie, a w konsekwencji także ludzi wzajemnie ze sobą i tym samym jest sakramentem, znakiem i narzędziem zbawienia.
41 lat minęło
Dziś 16 października roku Pańskiego 2019 w wspomnienie św. Jadwigi Śląskiej, podczas śniadania i już po pół godziny modlitwy w kaplicy i mszy świętej, po dziesięciu minut dziękczynienia i łacińskim śpiewu ‘Te Ioseph celebrent’, powiedziałem, że według mojej opinii, dziś obchodzimy czterdzieści jeden lat od najważniejszego wydarzenia w historii Polski.
Żaden z obecnych osób nie trafił, nie potrafił odgadywać wydarzenia. Kiedy wyjaśniłem, że to rocznica wyboru Jana Pawła II i, że w 1978 roku studiowałem Teologię w Kolegium Rzymskie Świętego Krzyża, ktoś odpowiedział: mnie jeszcze nie był na tym świecie. I inny dodał: może Ksiądz ma rację, ale nie tylko ważny dzień dla Polski, ale dla całego świata, a szczególnie dla Kościoła Katolickiego. Zgadzałem się z tą opinią.
Człowiek żyje z tego co wspomina, patrzymy na teraźniejszość i na przyszłość, bo życie ciągle idzie dalej, ale bez pamięci nie da się żyć dzisiaj i teraz (hodie et nunc). Jak pamiętam ten dzień? Z wielkim oczekiwaniem. Kiedy już była ‘fumata bianca’, okazało się, że nie było możliwe pojechać na placu świętego Piotra, ponieważ Cavabianca – miejsce mojego pobytu sytuowane prawie poza racordo anulare – w moich czasach nie miała łatwego połączenia. Siedzieliśmy przy telewizorach i kiedy został wymawiane nazwisko Wojtyła, ktoś wołał: czy to murzyn? A Ksiądz Doktor Pastor: Jaki murzyn… To Polak! Znam go osobiście i kilka razy uczestniczył w CRIS – Centro Romano Internationale Sacerdotale – inicjatywa formacyjna dla kapłanów z strony Stowarzyszenia Kapłańskiego Świętego Krzyża.
Kocham papieża Franciszka!
Byłem hipokrytą gdybym nie przyznał się do osobistego zaskoczenia w pierwszych momentach wyboru papieża. Rzeczywiście nie skakałem z radości, nawet byłem lekko rozczarowany: siedemdziesiąt sześć lat, z Argentyny, jezuita…, ale natychmiast zabrzmiał jakby wewnątrz głos: oto Papież, który trzeba kochać, wspierać, za którego trzeba się modlić! A słowa założyciela Dzieła: „Chrystus, Maryja, papież. Czyż w tych trzech słowach nie wskazujemy na miłość, która streszcza całą katolicką wiarę?”, stwierdziły mnie, że jeżeli chcę być dobrym synem Kościoła i św. Josemaríi powinien kochać papieża “kimkolwiek by był”.
Ale później słuchając jego prostych i bezpośrednich słów i zastanawiając się, doszedłem do wniosku, że ‘anuntio vobis gaudium magnum, habemus papam’ to jest prawda: to wielka radość mieć papieża, niezależnie od kraju jego pochodzenia, od wieku, stanu zdrowia i wykształcenia, od duchowości i imienia wybranego. Wszystko mi jedno. On jest papieżem i kropka.
Ale chwileczkę. Czy to nie sprawia mi radości, że pochodzi z Argentyny i że jego rodzice byli Włochami? Tak, czuję blisko mnie Argentynę, ponieważ co tydzień spowiadam się u księdza Franciszka, który jest Argentyńczykiem. A w dodatku dyrektorka ośrodka w Poznaniu gdzie wypełniam służbę duszpasterską jest także z Argentyny. We Włoszech mieszkałem dwa lata i często go odwiedzam. Papież Franciszek nie jest młody, ale to ma również pozytywną stronę, ma więcej doświadczenia. Nie ma pół płuca, ale sam gotuje i przemieszcza się przez wielkie miasto Buenos Aires używając metra. Jego imię również sprawia mi radość: nowość i oryginalność, która przypomina o ubóstwie i prostocie by w ten sposób zbudować Kościół Chrystusowy (Asyż), a także o nowej ewangelizacji by cały świat, ale szczególnie wschód płonął w miłości do Boga (Ksawery).
A jezuici…, czy nie są mi bardzo blisko? Tak. Mam na imię Ignacio de Loyola i tak jest napisane w polskim dowodzie osobistym. Kiedy moi rodzice w lecie 1954r. pojechali samochodem z Alcañiz (Aragon) do Zarauz (Kraj Basków) gdzie do dzisiaj moja rodzina ma letni dom, zgubili drogę i dojechali do Loyola. Moja mama była w ciąży i decyzja zapadała od razu: gdy będzie chłopak to ‘Ignacy’.
Osiem lat później w dniu 31 lipca 1962r., w roku mojej pierwszej komunii, grając w pięknym placu ’33 rur’ na przeciw mojego domu w Alcañiz, znalazłem małą czarną i nową książkę samotnie leżącą na ławce, nikogo nie było. Nie wiem właściwie dlaczego ją otworzyłem. Zdałem sobie sprawę, że była to książka religijna, nie za bardzo mnie zainteresowała i zostawiłem ją znowu na ławce. Natomiast kiedy skończyłem zabawy i musiałem wrócić do domu widziałem, że mała książeczka ciągle leżała samotnie na ławce, a więc zdecydowałem się i wziąłem ją ze sobą by podarować mojemu tacie.
-Tato, znalazłem to w parku. A on przeczytał tytuł: – Św. Ignacy z Loyola, Ćwiczenia duchowe. Ciekawe, że znalazłeś to w dniu twoich imienin, na pewno ma to jakieś znaczenie. I napisał na pierwszej stronie tej książeczce: ‘Ignacy znalazł to w dniu jego imienin na placu Alcañiz w 1962 r’. (‘Se lo encontró Ignacio el dia de su Santo en la glorieta de Alcañiz en 1962’) a na tej samej stronie ciągle można przeczytać: ‘I dziś 14 marca 1992 r., oddaję ją Ignacemu, ponieważ uważam, że od jego narodzenia Św. Ignacy z Loyola prowadził go do Opus Dei. Ściskam mocno, twój ojciec’. (‘Y hoy 14 de marzo de 1992, se lo doy a Ignacio, porque creo que desde su nacimiento San Ignacio de Loyola le encaminó al Opus Dei. Un abrazo muy fuerte de tu padre)’.
Tak więc bardzo się cieszę, że papież Franciszek jest jezuitą. To wielki zakon, który uczynił tak wiele dobrego dla Kościoła i nadal czyni. Do długiej listy słynnych świętych jezuitów jak Loyola, Borja, Ksawery, Kostka, Bobola, Belarmino, Gonzaga, Miki…, dołączy, mam nadzieję, również pierwszy papież jezuita. Tego życzę Kościołowi katolickiemu i o to proszę Pana Boga przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny (do której już od samego początku uciekał się papież Franciszek) i świętego Józefa, ogólnego Patrona Kościoła, ponieważ również bardzo się cieszę z tego, że nowy papież, zaczyna swoją posługę przez Mszę inauguracyjną pontyfikatu w dniu 19 marca, w uroczystość św. Józefa.
The Journey Begins
Thanks for joining me!
Good company in a journey makes the way seem shorter. — Izaak Walton

