Cnota świętej czystości u świętego Józefa

Papież Franciszek w swoim liście Patris corde mówi o świętym Józefie podkreślając, że on jest przede wszystkim ojcem: jest ojcem umiłowanym, ojcem czułym i posłusznym, ojcem przyjmującym z otwartą odwagą, człowiekiem pracy i w końcu, na siódmym miejscu jako znak czy liczba doskonała określa świętego Józefa jako ojca w cieniu.

I tam mówi papież Franciszek o cnoty świętej czystości u świętego Józefa, temat mojego referatu. Konkretnie w tym siódmym akapicie możemy czytać następujące zdanie: „Czystość to wolność od posiadania we wszystkich dziedzinach życia”. I to będzie temat tego wykładu czy rozważanie, które ma charakter przede wszystkim duszpasterski. Powtarzam jeszcze raz to zdanie, kluczowe, aby dobrze rozumieć znaczenie świętej czystości: „Czystość to wolność od posiadania we wszystkich dziedzinach życia”.

Poczytajmy trochę ten numer siódmy od listu Patris corde, by lepiej zrozumieć kontekst. „Polski pisarz Jan Dobraczyński w książce Cień Ojca opowiedział w formie powieści o życiu świętego Józefa. Przez sugestywny obraz cienia określił postać Józefa, który w stosunku do Jezusa jest cieniem Ojca Niebieskiego na ziemi: osłania Go, chroni, nie odstępuje od Niego, podążając Jego śladami.

Być ojcem oznacza wprowadzać dziecko w doświadczenie życia, w rzeczywistość. Nie zatrzymywać go, nie zniewalać, nie brać w posiadanie, ale czynić je zdolnym do wyborów, do wolności, do wyruszenia w drogę. Być może z tego powodu, obok miana ojca, tradycja umieściła przy Józefie także miano „przeczystego”. Nie jest to jedynie określenie emocjonalne, ale synteza postawy będącej przeciwieństwem posiadania. Czystość to wolność od posiadania we wszystkich dziedzinach życia. Tylko wówczas, gdy miłość jest czysta, jest naprawdę miłości”.

Religia chrześcijańska ciągle jest religią zbawienia i radości, jest Boskim objawieniem wyjaśniającym znaczenia Boga i człowieka. Człowiek nie tylko dąży koniecznie do szczęścia, dąży koniecznie do celu: do wypełniania swojego człowieczeństwa. Każda osoba ludzka pragnie sensu życia, cierpienia i śmierci. I tutaj dążymy do sedna treści wiary chrześcijańskiej według słowa św. Piotra: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga (J 6, 68-69).

Chrystus, doskonały człowiek i Bóg, mówi do nas dziś, że nasze ubóstwienie wymaga doskonalenia naszego człowieczeństwa. Być chrześcijaninem znaczy żyć tak jak nasz Mistrz Jezus Chrystus, czyli być lepszym człowiekiem, czyli rozwijać u nas cnoty ludzkie. Łaska Boga, która zawsze ma pierwszeństwo, tak działa u nas, że czyni u nas lepszymi ludźmi. Natomiast osoba ludzka musi współpracować z łaską i praktykować cnoty, by w ten sposób. Najważniejsza cnota to miłość, ponieważ człowiek został stworzy z miłości i aby miłował, ale bez czystości nie ma miłości. Z tego powodu święta czystość jest warunkiem sine qua non, by człowiek potrafił kochać Boga, bliźniego i siebie samego.

Powtarzamy jeszcze raz słowa Patris corde: “Czystość to wolność od posiadania we wszystkich dziedzinach życia. Tylko wówczas, gdy miłość jest czysta, jest naprawdę miłością. Miłość, która chce posiadać, w końcu zawsze staje się niebezpieczna, krępuje, tłumi, czyni człowieka nieszczęśliwym” (nr 7).

Niedawno obejrzałem po raz drugi Masz wiadomość – You’ve Got Mail, amerykańska komedia romantyczna z 1998 gdzie grając Meg Ryan i Tom Hanks rzeczywiście prawie trzydzieści lat młodzi. Dla tych, którzy obejrzeli ten znany film, może pamiętając jak aktorka ogólna mieszka z chłopakiem, a aktor z dziewczyną. Dwie pary bez żadnego ślubu ani zaangażowanie. Film pokazuje jak wygląda relacja partnerska pod koniec XX wieku w społeczeństwie amerykańskim i jak się rozpada, ponieważ gdzie tylko łączy seks tam nie ma żadnej przyszłości. Człowiek potrzebuje prawdziwej miłości gdzie wierność i zaufanie otwiera się całkowicie na drugą osobę. Prawdziwa miłości żąda ze swojej natury czystości. 

Święta czystość i serce ludzkie według Dilexit nos

Karol Meissner zwrócił uwagę, że łacińska formuła przysięgi małżeńskiej, gdzie jest mowa o tożsamości małżeńskiej, różni się od współczesnego tłumaczenia polskiego. Kluczowym sformułowaniem jest „Ego accipio te” , co oznacza „Ja przyjmuję ciebie” , nie „Ja biorę ciebie” jak brzmi w rytuale polskim. Chodzi tutaj o małym niuansie, mianowicie: współmałżonek jest darem, nie chodzi o posiadanie, ale o przyjmowanie daru drugiej osoby.

Przyjmowanie drugiej osoby wewnątrz siebie, ponieważ “w sercu każdego człowieka zachodzi paradoksalny związek między dowartościowaniem siebie a otwartością na innych, między bardzo osobistym spotkaniem z samym sobą a darem z siebie dla innych. Człowiek staje się sobą dopiero wtedy, gdy nabywa zdolności rozpoznawania drugiego, i spotyka się z drugim, który jest w stanie rozpoznać i zaakceptować własną tożsamość” (Dilexit nos, 18).

Miłość i czystość to sprawa serca i wolności. “Potrzebujemy, aby wszystkie działania były poddane pod „polityczną dominację” serca, aby agresja i obsesyjne pragnienia znalazły spokój w większym dobru, które oferuje im serce, oraz w sile, jaką ma przeciwko złu; aby także inteligencja i wola oddały się na jego służbę, odczuwając i smakując prawdy, zamiast chęci ich zdominowania, jak często czynią to niektóre nauki; aby wola pragnęła tego większego dobra, które serce zna, a także aby wyobraźnia i uczucia pozwoliły się łagodzić przez bicie serca” (Dilexit nos, 13).

“Serce jest również zdolne do zjednoczenia i zharmonizowania własnej osobistej historii, która wydaje się rozbita na tysiąc kawałków, ale w której wszystko może mieć sens. To jest to, co Ewangelia wyraża w spojrzeniu Maryi, która patrzy sercem. Ona potrafiła prowadzić dialog z doświadczeniami, które przechowywała, rozważając je w swoim sercu, dając im czas: przedstawiając je i zachowując wewnątrz, aby o nich pamiętać” (Dilexit nos, 19).

“W erze sztucznej inteligencji nie możemy zapominać, że do ocalenia człowieczeństwa niezbędne są poezja i miłość. To, czego żaden algorytm nigdy nie będzie mógł pomieścić, to na przykład, ten moment z dzieciństwa, który pamięta się z czułością i który, mimo upływu lat, wciąż się powtarza w każdym zakątku planety. Myślę o sklejaniu brzegów domowych pierożków za pomocą widelca, wraz z naszymi mamami czy babciami. To właśnie ten moment kulinarnej nauki, w połowie drogi między zabawą a dorosłością, kiedy bierze się na siebie odpowiedzialność za pracę, aby pomóc drugiej osobie” (Dilexit nos, 20).

Święta czystość i Trójca Święta

„Aby żyć cnotą czystości, nie trzeba czekać na starość lub na brak wigoru. Czystość rodzi się z miłości, a dla czystej miłości wigor i radość, właściwe młodości, nie są przeszkodą. Młode było serce i ciało Józefa, kiedy poślubił on Maryję; kiedy dowiedział się o tajemnicy Jej Bożego Macierzyństwa; kiedy zamieszkał razem z Nią, szanując Jej nienaruszoność, którą Bóg chciał pozostawić światu jako jeszcze jeden znak swojego przyjścia do ludzi. Kto nie jest w stanie zrozumieć takiej miłości, wie bardzo mało o tym, czym jest prawdziwa miłość, i jest mu całkowicie obcy chrześcijański sens czystości” (Josemaría Escrivá, To Chrystus przechodzi, 40).

Dzięki łasce uświęcającej człowiek jest jak Tabernakulum Boga. Cała Trójca Przenjaświętsza mieszka w swoim sercu, czyli w duszy i ciele, ponieważ człowiek jest jednością. Więc nasze serce ciało -nasze czyste serce- jest świątynią Ducha Świętego. “Tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum wiary i życia chrześcijańskiego. Jest tajemnicą Boga w sobie samym, a więc źródłem wszystkich innych tajemnic wiary oraz światłem, które je oświeca. Tajemnica ta jest najbardziej podstawowym i istotnym nauczaniem w “hierarchii prawd wiary” (Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 234).

Św. Josemaría Escriva zwrócił uwagę, że czystość jest świętą i radosną afirmacją, nie polega na czym negatywny, ale odwrotnie czym pozytywnym, dający człowiekowi wolność i radość życia. Odwoływał się do Świętej Rodziny z Nazaretu – Jezusa, Maryi i Józefa – jako „Trójcy na ziemi”. Według niego, ukryte życie Jezusa w pracy i rodzinie jest wzorem dla chrześcijanina, który uświęca swoje codzienne obowiązki. Życie codzienne jako świątynia: Escrivá nauczał, że praca zawodowa i codzienne życie nie są przeszkodą, ale drogą do świętości. Podkreślał: „Na ulicy jesteś świątynią Trójcy Świętej”.

Podobna idea znajdujemy u św. Jana Pawła II: “Lubiłem rozważać o św. Józefie w kontekście Świętej Rodziny: Jezus, Maryja, Józef. Wzywałem ich razem do pomocy w różnych sprawach. Rozumiem dobrze tę jedność i miłość Świętej Rodziny: trzy serca, jedną miłość. Szczególnie duszpasterstwo rodzin zawierzyłem św. Józefowi” (Wstańcie, chodźmy!, s. 49).

Święta czystość świętego Józefa, tradycyjnie symbolizowana przez białe lilie, symbolizuje całkowitą czystość ciała, umysłu i uczuć, daleką od egoizmu. Jako cnotliwy mąż Maryi, jego czystość nie oznaczała jedynie braku pożądania, ale heroiczną, opiekuńczą i pełną szacunku miłość oddaną Jezusowi i Maryi.

Kluczowe aspekty czystości świętego Józefa. Anielska czystość: Bossuet podkreśla, że ​​aby chronić dziewictwo Maryi, Józef żył „anielską czystością”, demonstrując samokontrolę i hojne oddanie. Czystość serca: Poza fizycznością, jego czystość oznacza prawe intencje, wolne od egoizmu, zaborczości i zazdrości – prawdziwą „lilię” cnoty. Wzór prawdziwej miłości: Jego postępowanie dowodzi, że czystość jest radosnym potwierdzeniem miłości, a nie zwykłym zaprzeczeniem, pielęgnującym zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne piękno.

Św. Józef jako orędownikiem jest uważany za patrona tych, którzy poszukują czystości duszy, serca i ciała. Czystość Świętego Józefa wzmacnia i wzmacnia charakter, czyniąc go silnym i niezachwianym w wypełnianiu swojej misji (św. Escriva).

Cnota świętej czystości u św. Józefa jako ojciec rodziny.

Św. Józef wziął odpowiedzialność za rodzinę. Rodzina jest dla każdego człowieka sprawą ważną i kryzys naszych czasów – to kryzys rodziny, kryzys w miłości i odpowiedzialności. Z tego powodu św. Patriarcha prezentuje się w naszych czasów jako patron rodzin, ten, który z mocą Bożą broni rodziny. Papież Franciszek tak się wypowiadał: „Wcielenie Słowa w ludzkiej rodzinie, w Nazarecie, porusza swoją nowością historię świata. Musimy zagłębić się w tajemnicę narodzin Jezusa, w ‘tak’ Maryi wobec zwiastowania anielskiego, kiedy w Jej łonie poczęło się Słowo; również w ‘tak’ Józefa, który Jezusowi nadał imię i zatroszczył się o Maryję”.

Warto patrzeć na miłość małżeńską ze strony św. Józefa do Maryi, on był prawdziwym Jej mężem. Trzeba stwierdzić, że wzajemna miłość świętego Józefa i Maryi była pełną, autentyczną i wzorową miłością małżeńską. Pytanie, które pojawia się natychmiast, brzmi: jak może być tak, skoro nie znali się płciowo? Odpowiedź zaczyna się od stwierdzenia, że płciowość jest dobrą rzeczą i człowiek dzięki niej jest mężczyzną lub kobietą w całym swoim życiu, w całej swojej biografii, od poczęcia aż do śmierci. Życie pojawia się poprzez płciowość, która jest darem, trzeba ją zaakceptować taką, jaka jest, w przeciwnym wypadku zaczyna się dramat.

Natomiast płciowość nie jest celem samym w sobie, celem płciowości jest wyrażać osobową miłość i wspólne uczestniczenie w dziele stworzenia nowego człowieka na ziemi. „W każdej sytuacji, w której przeżywamy wartość seksualną jakiejś osoby, miłość domaga się integracji czyli włączenia tej wartości w wartość osoby, owszem: podporządkowania jej względem wartości osoby. I w tym właśnie wyraża się podstawowy rys etyczny miłości: jest ona afirmacją osoby, bez tego zaś nie jest miłością”.

Lubię powtarzać, że małżeństwo, tak jak miłość, ma trzy filary czy fundamenty: ekonomia, eros i fileo. Ekonomia, czyli prawo kierujące domem: dom, posiłki, zadanie domowe, rzeczy materialne. Nie jesteśmy aniołami i pierwszy wyraz miłości jest odpowiedzialnością materialną za rodzinę, miłość małżeńska dba o własny dom. Eros, czyli miłość cielesna, gdzie płciowość ma zasadnicze znaczenie. Fileo – miłość przyjacielska, czyli lubić się wzajemnie: chętnie mąż i żona chodzą razem na spacer, czy do teatru lub do kina, słuchają razem np. muzyki lub dzielą się codzienne odkrycie.  

Uważam, że Fileo ma pierwszeństwo, że dzięki tej miłości przyjaźni mąż i żona wrastają jako osoby, budują własną rodzinę. Ta prawdziwa miłość czyni, że rodzina staje się radosnym i świetlanym miejscem, gdzie osoba jest kochana nie z tego, co robi, ale z tego, że ona jest: mężem, żoną, dzieckiem, ojcem, matka. Warto jeszcze raz uciec się do ważnego dokumentu magisterium Kościoła, do Amoris laetitia: „Rodzina Jezusa, pełna łaski i mądrości, nie była postrzegana jako rodzina „dziwna”, jako dom obcy i daleki od ludu. Właśnie dlatego ludzie z trudem rozpoznawali mądrość Jezusa i mówili: ‘Skąd On to ma? Czy nie jest to cieśla, syn Maryi?'(Mk 6, 2-3). ‘Czyż nie jest On synem cieśli?’ (Mt 13, 55). Potwierdza to, iż była to rodzina prosta, bliska wobec wszystkich, normalnie włączona w lud. Także Jezus nie wzrastał w relacji zamkniętej i wyłącznej z Maryją i Józefem, ale chętnie przebywał w rodzinie poszerzonej, w której byli krewni i przyjaciele”.

Wiele teologów – szczególnie w Studium Józefologicznym w Kaliszu – prosi o ustanowienie święta zaślubin Najświętszej Maryi Panny z Józefem w dniu 23 stycznia, jako uznanie każdego małżeństwa sakramentalnego za drogę do świętości. „Małżeństwo Maryi z Józefem stanowi nawrót do historii ‘pięknej miłości’, która rozpoczyna się wraz z Adamem i Ewą. Oboje byli i pozostają dla ludzkości odnowionym ‘sakramentem’ pierwotnej miłości, która oznacza czysty i bezinteresowny dar z samego siebie”.

Św. Jan Paweł II, papież rodzin, polecał św. Józefowi duszpasterstwo rodzin. „Dla mnie także kult św. Józefa łączy się z doświadczeniami przeżywanymi w Krakowie. Blisko pałacu biskupiego są przy ulicy Poselskiej siostry bernardynki. Mają w swoim kościele, pod wezwaniem właśnie św. Józefa, stałe wystawienie Najświętszego Sakramentu. Chodziłem tam w wolnych chwilach i modliłem się, a mój wzrok często wędrował w kierunku bardzo czczonego w tym kościele, pięknego obrazu przybranego ojca Jezusa. Tam też prowadziłem niegdyś rekolekcje dla prawników. Lubiłem rozważać o św. Józefie w kontekście Świętej Rodziny: Jezus, Maryja, Józef. Wzywałem ich razem do pomocy w różnych sprawach. Rozumiem dobrze tę jedność i miłość Świętej Rodziny: trzy serca, jedną miłość. Szczególnie duszpasterstwo rodzin zawierzyłem św. Józefowi”.

Dałem ten text to booknotes lm i AI podał mi następujący plik audio i zdjęcie:

https://drive.google.com/file/d/1tsjKwxb0yx42KeDeTX7YwRCnK-Li_sTT/view?usp=drive_link

Dodatek: Ratzinger Opera Omnia V str 263-265 / Moich sześciu papieży,  Julian Herranz str 73

CARTA ABIERTA A JAVIER CERCAS

Varsovia 31 de diciembre de 2025

Estimado Señor:

El que suscribe es un sacerdote del Opus Dei y mis fechas de identidad son: 55-71-81-94. Son años que corresponden a mi fecha de nacimiento, mi entrega a Jesucristo en la Obra, mi ordenación sacerdotal en Torreciudad y mi marcha de Madrid a Varsovia, en donde permanezco todavía.

Una vez sabido quién es el que suscribe estas líneas, quisiera decirle que ayer terminé de leer su libro El loco de Dios en el fin del mundo. Empecé a leerlo hace unos días, el 26 de diciembre estando retirado en una casa de retiros, valga la redundancia, a 50 kilómetros de la capital de Polonia. Dworek, a si se llama ese palacete, situado en la región de Mazowieckie.

Escribo para felicitarle por el libro y agradecerle su esfuerzo por transmitir lo vivido. Lo he leído deprisa y con agrado, es una lectura que fluye y que no pide al lector un gran esfuerzo. Es decir, es usted un escritor de pluma fácil, que tiene éxito y que está abierto a lo que sea, sin complejos. O sea que los que le propusieron desde el Vaticano que escribiera un libro sobre el papa Francisco han acertado en la elección del autor. El libro es un éxito, no se si de ventas, pero para mi gusto ha hecho usted un buen trabajo, ha escrito un buen testimonio.

Ciertamente no escribo solamente para alabarle sino también para criticarle algunos puntos. Pero empecemos por su carta de identidad. Usted se presenta como ateo, anticlerical, laicista militante, racionalista contumaz e impío riguroso. Y le diría: menos lobos caperucita. Usted no es ateo pues en su libro se vislumbra una búsqueda de la verdad, un querer creer al modo de Unamuno. Usted no es un anticlerical rabioso pues tiene respeto hacia el clero y de ninguna manera es un impío pues su amor a su madre es ejemplo de piedad filial. Laicista militante tampoco lo veo pues al leer El Pais, el diario más dogmáticamente laicista, usted mismo pudo comprobar como rasgan las noticias religiosas. Tampoco me convence lo de racionalista contumaz pues lo más racional en este mundo es la fe cristiana: el verdadero pensamiento racional lleva de la mano a la fe en Dios y más concretamente a la fe en Jesucristo.

Jesucristo es el gran ausente en su libro y en su vida, por lo que he podido leer. Merece la pena recordar aquí lo que repetidamente decía Joseph Ratzinger (Benedicto XVI) que definía el cristianismo no como una teoría o ética, sino como el encuentro personal y transformador con Jesucristo. Este acontecimiento inicial, basado en la gracia de Dios que toma la iniciativa, abre un nuevo horizonte de esperanza, cambia la existencia y fundamenta la fe como una relación viva.  Desde que leí en 1985, en italiano, estando de capellán en Tajamar – diez años maravillosos en esa escuela fabulosa- Rapporto sulla fede, la entrevista que le hace Messori a Ratzinger, he leído todo – o casi todo- de este autor. De hecho tengo en mi habitación la Opera Omnia de Ratzinger en polaco y la leo non-stop.

Usted no ha perdido la fe por leer San Manuel Bueno y Mártir, o por leer a Nietzsche, pues tengo la impresión -confirmada por muchos casos muy parecidos al suyo – que usted nunca la ha tenido, es decir que le ha faltado lo más importante en la fe cristiana: el encuentro personal con Jesucristo. Cuántos cristianos hay de países católicos, de familias cristianas y escuelas también católicas, que han mamado la fe desde la infancia como una tradición, como una costumbre, como unos rituales y no han dado el paso definitivo: la aceptación personal -personalísima- de Cristo. El descubrimiento de Jesús como compañero de viaje, como amigo con el que se puede hablar de Tú a tú. Sí, la fe es un encuentro, y ese encuentro se da muchas veces a través de otras personas. Usted ha vivido un encuentro con Jesucristo a través del precioso testimonio de tantas personas de fe con las que usted a entrevistado y vivido en su viaje a Mongolia. Su mujer tenía una gran intuición femenina cuando le decía: cuidado que no vaya a ser que te conviertas en un soldado de Francisco. Sí, usted se ha convertido ya en un gran soldado de Francisco, uno de sus mejores defensores. Quizá le pase eso también a su mujer, pues son enfermedades contagiosas.

Bueno podría escribir mucho, muchísimo más, pero lo voy a dejar. No quiero sin embargo no resaltar que lo mejor de su libro son los testimonios y una gran verdad: la solución de la Iglesia es que todos seamos misioneros. Es el gran desafío que tiene la Iglesia: que cada bautizado sea consciente de ser Iglesia y de que tiene una misión: difundir en su ambiente, en su trabajo y familia, con su ejemplo y sus palabras el Evangelio de Jesucristo. Es una dimensión que todavía no se comprende.

Del papa Francisco podría decir muchas cosas positivas y algunas no tan positivas, quizá desconcertantes. Pero prefiero callarme, como he hecho hasta ahora. Quién soy yo – un vulgar Pérez Sánchez o Soler Ferrán – para criticar al papa o hablar negativamente de él. Además hay un dicho popular, o quizá una manera de proceder, que dice que de los difuntos, de los que ya han pasado al otro lado, o se habla bien o no se habla. De todas maneras como el papa es una figura histórica con una influencia innegable en la vida de la Iglesia y del mundo quizá sea necesaria un análisis crítico de su pontificado. De todas maneras cómo presenta usted la figura de Bergoglio-Francisco me parece adecuada. También me parece acertado la cita del mejor soneto anónimo de la poesía española: esa es la verdadera ética cristiana, siempre teniendo en cuenta que el cristianismo no es solamente una ética sino una verdad histórica, un acontecimiento con fundamentos científicos de su credibilidad y de su verdad.

Si esto no le ve claro le aconsejo vivamente que lea los tres tomos de Ratzinger-Benedicto sobre Jesús de Nazaret. Si alguien lee los evangelios y las cartas de san Pablo sin prejuicios seguramente le ocurrirá lo que le sucedió a Edita Stein cuando leyó en toda una noche la Autobiografía de santa Teresa de Jesús y cerrando el libro pudo afirmar: esto es verdad, esto es la verdad. Ahora en estos días estoy también leyendo el libro que me regalaron los reyes, que en Polonia vienen en la vigilia de Navidad, es decir en Nochebuena: The priority of Christ de Robert Barron. Yo he leído sin prejuicios su libro y puedo afirmar que lo que usted ha vivido no se lo ha inventado, realmente ha viajado a Mongolia y se ha encontrado con un buen puñado de cristianos. Lo mismo, con sus diferencias, se puede decir de los Evangelios: son acontecimientos realmente ocurridos que con la explicación de los discípulos, especialmente las cartas de san Pablo, nos hablan claramente de misterio de Cristo: Dios con nosotros. Sí, con toda seguridad podemos afirmar: Dios existe pues nos ha enviado a Su Hijo y lo sigue enviando con el Espíritu Santo.

Acabo con dos puntualizaciones técnicas que quizá deberían corregirse en las siguientes ediciones:

1) No es que antes la Iglesia creyese que María había sido concebida como tú y como yo, pero solo en aquel momento sintió la necesidad de proclamar el dogma de que, igual que Jesús, su madre había sido concebida sin pecado. —Sin follar, quieres decir—Eso solo lo decís los herejes.

Esa palabra suena mal, por lo menos para mí. De todas manera quisiera puntualizar: una cosa es el dogma de la Inmaculada Concepción – es decir que desde el momento de la concepción de María en el seno de su madre (santa Ana según los evangelios apócrifos) no tuvo ninguna mancha de pecado, es decir que María no tuvo pecado original (esto es el dogma de la Inmaculada Concepción de 1954). Y otra cosa es la concepción Virginal de María, el primer dogma (antes que el Theotokos), es decir que La Virgen concibió a su Hijo Jesucristo por obra y gracia del Espíritu Santo, sin que hubiese intervención de varón, es decir de su esposo san José. Me parece que hay confusión de esas dos ideas en su texto que he citado.

2) —Mira, Javier —dice por fin—. Es normal que los católicos españoles queramos que el papa venga a nuestro país… Juan Pablo II visitó a menudo España, a veces en viajes muy largos. Y Benedicto estuvo cinco veces. ¿Por qué no ha ido Francisco? Pues ya lo ha explicado muchas veces: él prioriza las visitas a países periféricos, pequeños, tipo Albania. En cambio, fíjate bien: no ha ido a Francia. Ni a Alemania. Ni a Polonia. Ni a Reino Unido… Es así: no quiere ir a los países grandes.

Esa cita de Pelayo no es exacta. El papa Franciso no ha estado en Alemania ni en el Reino Unido pero sí en Francia y Polonia. Pregunto en castellano a IA si el papa Francisco ha estado en Polonia, y responde: El Papa Francisco visitó Polonia del 25 al 31 de julio de 2016 para presidir la Jornada Mundial de la Juventud (JMJ) en Cracovia. Durante su estancia, se reunió con jóvenes, autoridades y supervivientes del Holocausto, visitó el santuario de Czestochowa y celebró el 1050 aniversario del bautismo de Polonia. 

La misma pregunta pero en Francia: El Papa Francisco ha realizado tres visitas pastorales a Francia (Estrasburgo en 2014, Marsella en 2023 y Córcega en 2024), centrándose en la “periferia” y evitando París. Estos viajes no oficiales se centraron en temas como la migración, la fraternidad y el diálogo europeo, destacando su enfoque en las regiones periféricas sobre la capital francesa. 

Le deseo a usted y a su familia un año 2026 llenó de alegres sorpresas y encuentros. Pax et bonum. Atentamente.

Ignacio Soler Ferrán

W tym link: https://www.vatican.va/

31. Wreszcie, to Najświętsze Serce jest zasadą jednoczącą rzeczywistość, ponieważ „Chrystus jest sercem świata; Jego Pascha śmierci i zmartwychwstania stanowi centrum historii, która dzięki Niemu jest historią zbawienia” [25]. Wszystkie stworzenia „zmierzają wraz z nami i przez nas ku ostatecznemu kresowi, jakim jest Bóg w transcendentalnej pełni, gdzie zmartwychwstały Chrystus wszystko ogarnia i oświetla” [26]. Stojąc przed Sercem Chrystusa, proszę Pana, aby jeszcze raz zlitował się nad tą zranioną ziemią, którą On chciał zamieszkać jako jeden z nas. Niech wyleje skarby swojego światła i miłości, aby nasz świat, który przeżywa wojny, nierówności społeczno-ekonomiczne, konsumpcjonizm i antyludzkie wykorzystywanie technologii, mógł odzyskać to, co najważniejsze i niezbędne: serce.

“84. Na przykład, propozycja przyjmowania Komunii Świętej w pierwszy piątek każdego miesiąca, była silnym przesłaniem w czasach, gdy wiele osób przestawało przystępować do Komunii z powodu braku zaufania w Boże przebaczenie i w Boże miłosierdzie. Traktowali oni Komunię jako swego rodzaju nagrodę dla doskonałych. W tym jansenistycznym kontekście, promowanie tej praktyki uczyniło wiele dobra, pomagając rozpoznać w Eucharystii darmową i bliską miłość Serca Chrystusa, które wzywa nas do zjednoczenia z Nim. Możemy stwierdzić, że także dziś byłoby to bardzo dobre, ale z innego powodu: ponieważ w wirze aktualnego świata, w naszej obsesji na punkcie wolnego czasu, konsumpcji, rozrywki, telefonów komórkowych i mediów społecznościowych, zapominamy o karmieniu naszego życia mocą Eucharystii.” https://www.vatican.va/content/francesco/pl/encyclicals/documents/20241024-enciclica-dilexit-nos.html#:~:text=84.%20Na%20przyk%C5%82ad,%C5%BCycia%20moc%C4%85%20Eucharystii.

Kocham papieża Franciszka!

Byłem hipokrytą gdybym nie przyznał się do osobistego zaskoczenia w pierwszych momentach wyboru papieża. Rzeczywiście nie skakałem z radości, nawet byłem lekko rozczarowany: siedemdziesiąt sześć lat, z Argentyny, jezuita…, ale natychmiast zabrzmiał jakby wewnątrz głos: oto Papież, który trzeba kochać, wspierać, za którego trzeba się modlić! A słowa założyciela Dzieła: „Chrystus, Maryja, papież. Czyż w tych trzech słowach nie wskazujemy na miłość, która streszcza całą katolicką wiarę?”, stwierdziły mnie, że jeżeli chcę być dobrym synem Kościoła i św. Josemaríi powinien kochać papieża “kimkolwiek by był”.

Ale później słuchając jego prostych i bezpośrednich słów i zastanawiając się, doszedłem do wniosku, że ‘anuntio vobis gaudium magnum, habemus papam’ to jest prawda: to wielka radość mieć papieża, niezależnie od kraju jego pochodzenia, od wieku, stanu zdrowia i wykształcenia, od duchowości i imienia wybranego. Wszystko mi jedno. On jest papieżem i kropka.

Ale chwileczkę. Czy to nie sprawia mi radości, że pochodzi z Argentyny i że jego rodzice byli Włochami? Tak, czuję blisko mnie Argentynę, ponieważ co tydzień spowiadam się u księdza Franciszka, który jest Argentyńczykiem. A w dodatku dyrektorka ośrodka w Poznaniu gdzie wypełniam służbę duszpasterską jest także z Argentyny. We Włoszech mieszkałem dwa lata i często go odwiedzam. Papież Franciszek nie jest młody, ale to ma również pozytywną stronę, ma więcej doświadczenia. Nie ma pół płuca, ale sam gotuje i przemieszcza się przez wielkie miasto Buenos Aires używając metra. Jego imię również sprawia mi radość: nowość i oryginalność, która przypomina o ubóstwie i prostocie by w ten sposób zbudować Kościół Chrystusowy (Asyż), a także o nowej ewangelizacji by cały świat, ale szczególnie wschód płonął w miłości do Boga (Ksawery).

A jezuici…, czy nie są mi bardzo blisko? Tak. Mam na imię Ignacio de Loyola i tak jest napisane w polskim dowodzie osobistym. Kiedy moi rodzice w lecie 1954r. pojechali samochodem z Alcañiz (Aragon) do Zarauz (Kraj Basków) gdzie do dzisiaj moja rodzina ma letni dom, zgubili drogę i dojechali do Loyola. Moja mama była w ciąży i decyzja zapadała od razu: gdy będzie chłopak to ‘Ignacy’.

Osiem lat później w dniu 31 lipca 1962r., w roku mojej pierwszej komunii, grając w pięknym placu ’33 rur’ na przeciw mojego domu w Alcañiz, znalazłem małą czarną i nową książkę samotnie leżącą na ławce, nikogo nie było. Nie wiem właściwie dlaczego ją otworzyłem. Zdałem sobie sprawę, że była to książka religijna, nie za bardzo mnie zainteresowała i zostawiłem ją znowu na ławce. Natomiast kiedy skończyłem zabawy i musiałem wrócić do domu widziałem, że mała książeczka ciągle leżała samotnie na ławce, a więc zdecydowałem się i wziąłem ją ze sobą by podarować mojemu tacie.

-Tato, znalazłem to w parku. A on przeczytał tytuł: – Św. Ignacy z Loyola, Ćwiczenia duchowe. Ciekawe, że znalazłeś to w dniu twoich imienin, na pewno ma to jakieś znaczenie. I napisał na pierwszej stronie tej książeczce: ‘Ignacy znalazł to w dniu jego imienin na placu Alcañiz w 1962 r’. (‘Se lo encontró Ignacio el dia de su Santo en la glorieta de Alcañiz en 1962’) a na tej samej stronie ciągle można przeczytać: ‘I dziś 14 marca 1992 r., oddaję ją Ignacemu, ponieważ uważam, że od jego narodzenia Św. Ignacy z Loyola prowadził go do Opus Dei. Ściskam mocno, twój ojciec’. (‘Y hoy 14 de marzo de 1992, se lo doy a Ignacio, porque creo que desde su nacimiento San Ignacio de Loyola le encaminó al Opus Dei. Un abrazo muy fuerte de tu padre)’.

Tak więc bardzo się cieszę, że papież Franciszek jest jezuitą. To wielki zakon, który uczynił tak wiele dobrego dla Kościoła i nadal czyni. Do długiej listy słynnych świętych jezuitów jak Loyola, Borja, Ksawery, Kostka, Bobola, Belarmino, Gonzaga, Miki…, dołączy, mam nadzieję, również pierwszy papież jezuita. Tego życzę Kościołowi katolickiemu i o to proszę Pana Boga przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny (do której już od samego początku uciekał się papież Franciszek) i świętego Józefa, ogólnego Patrona Kościoła, ponieważ również bardzo się cieszę z tego, że nowy papież, zaczyna swoją posługę przez Mszę inauguracyjną pontyfikatu w dniu 19 marca, w uroczystość św. Józefa.Loyola