I komunia – Rodzice i dzieci

Jeśli masz na tyle kontrkulturowej śmiałości, by mieć małe dzieci i zabierać je na mszę, jest bardzo prawdopodobne, że prędzej czy później znajdziesz się w sytuacji klinicznej: zimny pot będzie Ci spływał po plecach, gdy będziesz się starał utrzymać swoje maluchy w ryzach; poczujesz się – w stanie marzenia… lub nie – jakby wszystkie oczy były wpatrzone w Twój kark, oceniając Cię z potępieniem (choć normą jest, że każdy żyje w swoim własnym świecie); będziesz skupiał swoją uwagę na poziomie nadludzkim, aby nie przegapić ani jednego szczegółu nabożeństwa, a jednocześnie nie dopuścić, by smoczek wpadł w żyrandol lub by Twoje dziecko nie pomyliło środkowego przejścia z bieżnią.

A przede wszystkim doświadczysz mieszanki wyrzutów sumienia, wspomnień i przerażenia w momencie konsekracji, kiedy cała parafia milczy i klęczy, a twoje dziecko drga w charakterystycznym spazmie przed głośnym krzykiem.

A jednak nie przestawaj chodzić na mszę z dziećmi. Nawet jeśli jest to trudne. Nawet jeśli musisz wyjść na kilka minut do atrium, żeby je uspokoić i nie rozpraszać zbytnio innych wiernych. Nawet jeśli spóźnisz się niedziela po niedzieli. Nawet jeśli msza dla dzieci wydaje ci się okropna, ale to jedyna, na której inne maluchy robią więcej hałasu niż twoja.


Z pewnością nie pomaga fakt, że niektórzy parafianie nie do końca rozumieją moment historyczny, w którym żyjemy, i ignorują fakt, że przyszłość Kościoła wymaga, aby rodziny chodziły do kościoła ze swoimi maluchami. Nie pomagają również ci niedbali rodzice, którzy zaniedbują swoje dzieci, nie ucząc ich nawet najbardziej podstawowych zasad etykiety liturgicznej. Ale każdy etap życia ma swoje bitwy i krzyże, a te przykre próby reprezentują społeczny wymiar plagi, która pielęgnuje cnotę w dzieciństwie. Czasami „ciasna brama” Ewangelii jest bardzo podobna do małego wejścia do Imaginarium. I, czy się to komuś podoba, czy nie, przejście przez nią to jedyny sposób, aby dziecko w wieku pięciu, sześciu, siedmiu lat – i starsze – nauczyło się zachowywać podczas Mszy Świętej, rozumiało każdą jej część, wiedziało, co i dlaczego mówić podczas liturgii, zrozumiało, że podczas konsekracji „Jezus prawdziwie przychodzi”, poczuło parafię jako swój dom i stanęło w kolejce nie po Komunię Świętą, ale po błogosławieństwo kapłana.

Wykorzystaj moment Komunii, aby modlić się w ciszy na kolanach o to, co dziecko nosi w sercu. Zabieranie go do kościoła od najmłodszych lat, zamiast chować go na zmianę lub zostawać w parku,
może być mniej wygodne, ale to jest
nasze obowiązki jako rodziców, w naszej
odpowiedzialności jako pierwszych wychowawców naszych dzieci
w wierze. Czy ktokolwiek może sobie wyobrazić Józefa i Maryję zostawiających
Dziecko poza „rzeczami Ojca”?


Oczywiście, odpowiedzialność za pokazanie
dzieciom oblicza ich Ojca nie wyczerpuje się na niedzielnej celebracji. Nie ogranicza się też
do „mojego małego Jezusa”.

Święta Teresa z Ávili wyjaśniła w swojej Księdze swojego życia, że ​​to świadectwo jej
rodziców obudziło w niej „w wieku sześciu lub siedmiu lat” pragnienie kochania Boga. I szczególnie wspomniał o przykładzie swojego ojca w kontaktach z innymi, o oddaniu matki do różańca i o tym, jak oboje się modlili w oczach swoich dzieci. Święty Henryk de Ossó wyjaśnił również, jak ważne jest „kształtowanie obrazu Jezusa w sercach dzieci”.


Współczesne teorie przywiązania dowodzą, że pierwsze lata życia są niezbędne do budowania więzi z rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi i społecznością, co prowadzi do silniejszego życia emocjonalnego.


Dlaczego zatem pomijać Boga w tym równaniu? Ponieważ, co więcej, modlitwa z dziećmi – i modlitwa za dzieci – to jedno z tych zadań, w których nikt nie może zastąpić rodziców. I o ile gdy są małe, mogą wystarczyć nocne modlitwy, które przekazują formułki i akty strzeliste, które pozostaną z nimi, to w miarę jak dorastają, konieczne jest wprowadzenie ich w intymny dialog
z Jezusem i Maryją. Między innymi dlatego, że modlitwa dziecka to pocisk wymierzony w linię wodną wroga i broń potężniejsza niż rezolucja ONZ.

Co ciekawe, pokusą dla rodziców jest osłabienie wysiłków w duchowym wymiarze
swoich dzieci, gdy dorastają i bardziej angażują się w troski świata. Jakby
praca domowa, zajęcia pozalekcyjne czy kariera były ważniejsze niż relacja ze
Stwórcą Kosmosu, albo jakby Bóg-z-nami był tylko dziecięcą bajką. Uważajcie na to,
bo to wiele mówi o wierze dorosłych.

Święty Jan Paweł II podsumował to w ten sposób, w encyklice, która powinna być lekturą obowiązkową dla każdej rodziny, która poważnie traktuje ideę bycia Kościołem domowym: Familiaris Consortio: „Rodzice chrześcijańscy mają szczególny obowiązek wychowywania swoich dzieci do modlitwy, stopniowego wprowadzania ich w odkrywanie tajemnicy Boga i w osobistą rozmowę z Nim. (…) Podstawowym i niezastąpionym elementem wychowania do modlitwy jest konkretny przykład, żywe świadectwo rodziców; tylko modląc się razem z dziećmi, ojciec i matka, sprawując swoje królewskie kapłaństwo, wnikają głęboko w serca dzieci, pozostawiając ślady, których późniejsze wydarzenia życiowe nie będą w stanie zatrzeć”.

Click to access 11-Antorcha.pdf

Published by

Unknown's avatar

Ignacy Soler

I am a catholic priest of Opus Dei. Born in 55 - Dedicate to Lord 71 - ordinate a priest in Torreciudad 81 - move to Poland 94.

Leave a comment