Spotkanie z biskupami Anglii, Szkocji i Walii, Saint Mary’s College, Oscott (19 IX 2010)
Drodzy Bracia w biskupstwie!
Przeżyliśmy dzień wielkiej radości dla wspólnoty katolickiej na tych Wyspach. Błogosławiony John Henry Newman, jak możemy go teraz nazywać, został wyniesiony do chwały ołtarzy jako przykład heroicznej wierności Ewangelii i orędownik Kościoła w tym kraju, który umiłował i któremu tak dobrze służył. Właśnie tutaj, w tej kaplicy w 1852 roku, mówił on o nowym zaufaniu i żywotności wspólnoty katolickiej w Anglii i Walii po przywróceniu hierarchii, a jego słowa można odnieść także ćwierć wieku później do Szkocji. Jego dzisiejsza beatyfikacja przypomina o nieustannym działaniu Ducha Świętego, który obdarowuje świętością mieszkańców Wielkiej Brytanii, aby od wschodu do zachodu i z północy na południe, oddawana była Bogu doskonała ofiara uwielbienia i dziękczynienia dla chwały imienia Bożego.
Dziękuję kardynałowi O’Brienowi i arcybiskupowi Nicholsowi za ich słowa, a czyniąc to, przypomniałem sobie, że niedawno mogłem powitać was wszystkich w Rzymie podczas wizyt ad limina obu waszych konferencji biskupich. Rozmawialiśmy wtedy o niektórych stojących przed wami wyzwaniach, gdy prowadzicie w wierze swój lud, szczególnie w obliczu pilnej potrzeby głoszenia na nowo Ewangelii w wysoce zeświecczonym środowisku.
W trakcie mojej wizyty stało się dla mnie jasne, jak głęboko zakorzenione jest wśród Brytyjczyków pragnienie Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa. Zostaliście wybrani przez Boga, aby dać im żywą wodę Ewangelii, zachęcając ich do pokładania nadziei nie w próżnych pokusach tego świata, ale w mocnej pewności przyszłego. Głosząc nadejście Królestwa Bożego, obiecującego nadzieję biednym i potrzebującym, chorym i starcom, nienarodzonym i pogardzanym, miejcie pewność w przedstawianiu w całej jego pełni życiodajnego orędzia Ewangelii, łącznie z tymi elementami, które podważają rozpowszechnione założenia współczesnej kultury. Jak wiecie, niedawno powstała Papieska Rada ds. Nowej Ewangelizacji w krajach o długiej tradycji chrześcijańskiej i chciałbym zachęcić was, abyście korzystali z jej usług przy podejmowaniu stojących przed wami zadań. Ponadto wiele nowych ruchów kościelnych ma szczególny charyzmat ewangelizacji i wiem, że nadal będziecie poszukiwać właściwych i skutecznych sposobów włączenia ich w misję Kościoła.
Od czasu waszej wizyty w Rzymie zmiany polityczne w Wielkiej Brytanii skupiały uwagę na skutkach kryzysu finansowego, który był przyczyną wielu trudności wielu osób i rodzin. Widmo bezrobocia rzuca cień na życie wielu ludzi, a długoterminowe koszty pochopnych inwestycji stają się w ostatnim okresie aż nazbyt oczywiste. W tych warunkach pojawią się dodatkowe wezwania do brytyjskich katolików, znanych ze swej hojności i wiem, że będziecie w czołówce tych, którzy apelują o solidarność z potrzebującymi. Prorocki głos chrześcijan odgrywa ważną rolę w ukazywaniu potrzeb biednych i pokrzywdzonych, których można łatwo pominąć w rozdziale ograniczonych zasobów. Biskupi Anglii i Walii w swym dokumencie nauczającym „Wybierając Dobro Wspólne” podkreślili znaczenie praktykowania cnót w życiu publicznym. Okoliczności dnia dzisiejszego stwarzają dobrą okazję do wzmocnienia tego przesłania, a nawet do zachęcania ludzi, by dążyli do wyższych wartości moralnych w każdej dziedzinie życia, w obliczu narastającego cynizmu, dotyczącego nawet możliwości życia cnotliwego.
Inną sprawą, która budziła w ostatnich miesiącach wiele uwagi i która poważnie podważa moralną wiarygodność przywódców Kościoła, jest haniebne wykorzystywanie dzieci i młodzieży przez księży i zakonników. Przy wielu okazjach mówiłem o głębokich ranach, jakie powodują takie zachowania, przede wszystkim i głównie w ofiarach, ale także w stosunkach zaufania, jakie winny istnieć między kapłanami a ludźmi, między kapłanami a ich biskupami oraz między władzami Kościoła a społeczeństwem.
Wiem, że podjęliście zdecydowane działania, aby zaradzić tej sytuacji, zapewnić, aby dzieci były skutecznie chronione przed szkodą oraz żeby właściwie i przejrzyście postępować w obliczu zarzutów, gdy się one pojawiają. Publicznie wyraziliście swoje głębokie ubolewanie z powodu tego, co się wydarzyło i w przeszłości często było traktowane w sposób nieodpowiedni. Wasza coraz większa świadomość rozmiarów wykorzystywania dzieci w społeczeństwie, jego niszczycielskich skutków oraz potrzeby zapewnienia właściwego wsparcia ofiarom, powinna być bodźcem do dzielenia się waszymi doświadczeniami w tym zakresie z szerszą społecznością. Czyż można doprawdy lepiej dokonać zadośćuczynienia za te grzechy niż w pokornym duchu współczucia, wychodząc naprzeciw dzieciom, które nadal cierpią z powodu molestowania w innych miejscach? Tego wymaga nasz obowiązek troski o młodych.
Zastanawiając się nad ludzką ułomnością, którą tak jaskrawo ujawniają te tragiczne wydarzenia, musimy pamiętać, że jeśli mamy być skutecznymi przywódcami chrześcijańskimi, nasze życie musi być w najwyższym stopniu prawe, pokorne i święte. Błogosławiony Jan Henryk Newman napisał kiedyś: „Oby Bóg dał duchownym poczucie swojej słabości jako ludzi grzesznych, a ludziom, aby byli wobec nich wyrozumiali, kochali ich i modlili się o ich wzrastanie we wszystkich dobrych darach łaski” (Kazania I, 4-5, Kazanie nr 191).
Modlę się, aby jedną z łask tej wizyty było odnowione oddanie się przywódców chrześcijańskich powołaniu prorockiemu, które otrzymali, a ze strony ludu nowa wdzięczność za wielki dar posługi kapłańskiej. Wówczas spontanicznie zrodzi się modlitwa o powołania i możemy być pewni, że Pan odpowie, wysyłając robotników, by przynieśli obfite żniwo jakie przygotował w całym Zjednoczonym Królestwie (por. Mt 9, 37-38). W związku z tym cieszę się, że wkrótce będę miał okazję spotkać się z seminarzystami z Anglii, Szkocji i Walii oraz zapewnić ich o swych modlitwach, gdy przygotowują się do odegrania swej roli w zbieraniu tego żniwa.
Chciałbym wreszcie mówić o dwóch szczególnych sprawach, które obecnie wpływają na waszą posługę biskupią. Jedna to bliska już publikacja nowego przekładu Mszału Rzymskiego. Pragnę wykorzystać tę okazji, aby podziękować wam wszystkim za wkład, który z tak żmudną troską wnieśliście w zbiorowe przeglądanie i zatwierdzanie tekstów. Oddał on ogromną przysługę katolikom anglojęzycznym na całym świecie. Obecnie zachęcam was, abyście wykorzystali okazję, jaką daje nowe tłumaczenie do dogłębnej katechezy o Eucharystii i odnowionej pobożności w sposobie jej sprawowania. „Im żywsza jest wiara eucharystyczna w Ludzie Bożym, tym głębsze jest jego uczestnictwo w życiu kościelnym poprzez świadome przylgnięcie do misji, jaką Chrystus powierzył swoim uczniom” (Sacramentum caritatis, 6).
Inna kwestia, którą poruszyłem w lutym z biskupami Anglii i Walii, to moja prośba, byście byli wielkoduszni, wcielając w życie konstytucję apostolską „Anglicanorum Coetibus”. Powinna być ona postrzegana jako proroczy gest, który może przyczynić się pozytywnie do rozwoju stosunków między anglikanami a katolikami. Pomaga on nam skierować swój wzrok na ostateczny cel całej działalności ekumenicznej: przywrócenie pełnej komunii kościelnej. W jej kontekście wzajemna wymiana darów płynących z właściwego każdemu z nas dziedzictwa duchowego jest wzbogaceniem nas wszystkich. Módlmy się nadal i nieustannie pracujmy, aby przyspieszyć radosny dzień, kiedy cel ten może zostać osiągnięty.
Z tymi uczuciami gorąco wam dziękuję za gościnę w ciągu minionych czterech dni. Polecając was wszystkich i osoby, którym posługujecie, wstawiennictwu świętych Andrzeja, Dawida i Jerzego z radością udzielam swego błogosławieństwa apostolskiego wam, całemu duchowieństwu, osobom zakonnym i wiernym świeckim Anglii, Szkocji i Walii.
Ceremonia pożegnania, lotnisko w Birmingham, 19 IX 2010
Szanowny Panie Premierze!
Dziękuję za uprzejme słowa pożegnania wypowiedziane w imieniu rządu Jej Królewskiej Mości i mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Jestem bardzo wdzięczny za całą ciężką pracę, włożoną w przygotowania przez obecny i poprzedni rząd, przez służby cywilne, władze lokalne, policję i wielu wolontariuszy, którzy cierpliwie pomagali przygotować wydarzenia minionych czterech dni. Dziękuję za serdeczność waszego powitania i gościnność, której doświadczyłem.
Podczas mojego pobytu u was miałem okazję spotkać się z przedstawicielami wielu wspólnot, kultur, języków i religii, tworzących brytyjskie społeczeństwo. To wielkie zróżnicowanie współczesnej Wielkiej Brytanii stanowi wyzwanie dla jej rządu i narodu, ale jest także doskonałą okazją do dalszego wspierania dialogu międzykulturowego i międzyreligijnego służącego wzbogaceniu całej wspólnoty.
W tych dniach byłem wdzięczny za możliwość spotkania się z Jej Królewską Mością, a także z Panem i innymi przywódcami politycznymi. Mogłem też przedyskutować sprawy będące przedmiotem wspólnego zainteresowania, zarówno w kraju, jak i za granicą. Szczególnym zaszczytem było dla mnie zaproszenie, bym zwrócił się do obu izb Parlamentu w historycznych murach Westminster Hall. Mam szczerą nadzieję, że wydarzenia te przyczynią się do potwierdzenia i umocnienia doskonałych stosunków między Stolicą Apostolską a Zjednoczonym Królestwem, zwłaszcza w dziedzinie współpracy na rzecz rozwoju międzynarodowego, w trosce o środowisko naturalne oraz w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego z odnowionym poczuciem podzielanych wspólnie wartości i celów.
Z przyjemnością odwiedziłem również Jego Ekscelencję Arcybiskupa Canterbury i biskupów Kościoła Anglii, a następnie modliłem się z nimi i innymi chrześcijanami w przywołującym wspomnienia otoczeniu Opactwa Westminsterskiego, miejscu, które tak wymownie mówi o naszych wspólnych tradycjach i kulturze. Ponieważ Brytania jest domem dla tak wielu tradycji religijnych, jestem wdzięczny, że miałem okazję spotkać się z ich przedstawicielami i podzielić się z nimi kilkoma myślami o wkładzie, jaki religie mogą wnieść w rozwój zdrowego społeczeństwa pluralistycznego.
Oczywiście moja wizyta była skierowana w sposób szczególny do katolików Zjednoczonego Królestwa. Cenię sobie czas spędzony z biskupami, duchowieństwem, osobami zakonnymi i świeckimi oraz z nauczycielami, uczniami i osobami starszymi. Szczególnie wzruszającym wydarzeniem było sprawowana wraz z nimi tutaj, w Birmingham, beatyfikacja wielkiego syna Anglii, kardynała Jana Henryka Newmana. Jestem pewny, że dzięki swej ogromnej spuściźnie pism naukowych i duchowych może on nas nadal jeszcze wiele nauczyć o chrześcijańskim życiu i świadectwie w obliczu wyzwań współczesnego świata, wyzwań, które przewidywał z tak niezwykłą wyrazistością.
Opuszczając was, chciałbym jeszcze raz zapewnić o swych najlepszych życzeniach i modlitwach o pokój i pomyślność Wielkiej Brytanii. Dziękuję bardzo. Niech Bóg błogosławi was wszystkich!
Błogosławiony kardynał John Henry Newman zasłużył na to, aby zająć miejsce na długiej liście angielskich świętych i uczonych – podkreślił Benedykt XVI w homilii wygłoszonej podczas Mszy beatyfikacyjnej w Birmingham, sprawowanej w obecności 60 tysięcy wiernych.
Wikimedia (PD) ©
Kard. John Henry Newman
Portret autorstwa Sir Johna Everetta Millais znajduje się w National Portrait Gallery w Londynie.
Tekst papieskiej homilii:
Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie,
Dzień dzisiejszy, który sprowadził nas razem tutaj, do Birmingham, jest bardzo pomyślny. Jest to przede wszystkim Dzień Pański – niedziela, dzień, gdy nasz Pan Jezus Chrystus umarł i na zawsze zmienił bieg ludzkich dziejów, ofiarowując nowe życie i nadzieję wszystkim żyjącym w ciemności i w cieniu śmierci. Właśnie dlatego wszyscy chrześcijanie na świecie przybywają razem w tym dniu, aby sławić i dziękować Bogu za wielkie cuda, które nam uczynił. Ta szczególna niedziela oznacza także ważną chwilę w życiu narodu brytyjskiego, jako że jest to dzień wybrany dla uczczenia 70. rocznicy Bitwy o Anglię. Dla mnie jako tego, kto żył i cierpiał w wyniku ciemnych dni reżymu nazistowskiego w Niemczech, jest czymś głęboko poruszającym być tu z wami z tej okazji i wspominać, jak wielu waszych współobywateli oddało swe życie, odważnie przeciwstawiając się siłom tej błędnej ideologii.
Myślę zwłaszcza o pobliskim Coventry, które ucierpiało w wyniku bardzo silnych bombardowań i masowych śmierci w listopadzie 1940 r. Siedemdziesiąt lat później przywołujemy ze wstydem i przerażeniem straszne dźwięki dzwonów śmierci i zniszczenia, które idą w ślad za wojną i ponownie wyrażamy zdecydowaną wolę pracy dla pokoju i pojednania wszędzie tam, gdzie pojawia się zarzewie konfliktu. Ale jest też inny, radośniejszy powód, dlaczego ten dzień jest pomyślny dla Wielkiej Brytanii, dla Midlands, dla Birmingham. Jest to dzień, w którym kardynał John Henry Newman został wyniesiony formalnie do chwał ołtarzy i ogłoszony błogosławionym.
Dziękuję arcybiskupowi Bernardowi Longleyowi za jego łaskawe powitanie na początku tej Mszy św. Składam hołd wszystkim, którzy tak usilnie pracowali przez wiele lat przy posuwaniu naprzód sprawy kardynała Newmana, łącznie z ojcami z Oratorium w Birmingham i członkami Rodziny Duchowej „Das Werk”. I pozdrawiam każdego tu obecnego, przybyłego z Wielkiej Brytanii, Irlandii i z dalszych stron. Dziękuję wam za waszą obecność na tych uroczystościach, w których sławimy i wielbimy Boga za heroiczne cnoty tego świętego Anglika.
Anglia ma długą tradycję świętych męczenników, których mężne świadectwo wspierało i inspirowało przez całe stulecia tutejszą wspólnotę katolicką. A jednak jest słuszne i właściwe, abyśmy uznali dzisiaj świętość wyznawcy, syna tego narodu, który – choć nie został wezwany do przelewania krwi za Pana – mimo wszystko dał wymowne świadectwo o Nim w ciągu swego długiego życia, poświęconego posłudze kapłańskiej, szczególnie zaś kaznodziejstwu, nauczaniu i pisaniu. Zasłużył na to, aby zająć miejsce na długiej liście świętych i uczonych z tych ziem: świętych Bedy, Hildy, Aelreda, błogosławionego Dunsa Szkota, że wymienię tylko kilkoro. W błogosławionym Johnie Henrym ta tradycja szlachetnej uczoności, głębokiej mądrości ludzkiej i niezgłębionej miłości do Pana zrodziła bogate owoce jako znak stałej obecności Ducha Świętego w głębi serca ludu Bożego, przynosząc odtąd obfite dary świętości.
Motto kardynała Newmana: cor ad cor loquitur, czyli „Serce mówi do serca”, daje nam wzgląd w jego rozumienie życia chrześcijańskiego jako powołania do świętości, doświadczanej jako głębokie pragnienie ludzkiego serca wejścia w intymną komunię z Sercem Bożym. Przypomina nam ono, że dojrzałość do modlitwy stopniowo przemienia nas na podobieństwo Boże.
W jednym ze swych licznych pięknych kazań napisał, że „zwyczaj modlitwy, praktyka zwracania się do Boga i świata niewidzialnego o każdej porze, w każdym miejscu i we wszystkich okolicznościach – modlitwa, mówię, ma to, co można by nazwać efektem naturalnym w uduchowianiu i wznoszeniu duszy. Człowiek nie jest już tym, kim był przedtem; stopniowo (…) wchłaniał nowy zestaw idei i stawał się nasycony świeżymi zasadami” (Parochial and Plain Sermons, IV, 230-231).
Ewangelia dzisiejsza mówi nam, że nikt nie może służyć dwóm panom (por. Łk 16,13) i nauczanie błogosławionego Johna Henry’ego nt. modlitwy wyjaśnia, jak wierny chrześcijanin jest ostatecznie włączony w służbę jedynego prawdziwego Mistrza, który ma wyłączne prawo do naszej bezwarunkowej pobożności (por. Mt 23, 10). Newman pomaga nam zrozumieć, jakie to ma znaczenie dla naszego codziennego życia: mówi nam, że nasz boski Nauczyciel obdarzył każdego z nas specyficznym zadaniem, „określoną służbą”, powierzoną wyłącznie każdej jednostce: „Mam swoją misję, jestem ogniwem w łańcuchu, spoiwem łączącym osoby. On nie stworzył mnie na próżno. Będę czynił dobro, będę wykonywał Jego pracę; będę aniołem pokoju, głosicielem prawdy w moim własnym miejscu… jeśli trzymam się Jego przykazań i służę Mu swym powołaniu” – pisał kardynał (Meditations and Devotions, 301-2).
Określoną służbę, do której błogosławiony John Henry był powołany, wykonywał, wykorzystując swój intelekt i swe płodne pióro do wielu najbardziej palących „przedmiotów dnia”. Jego poglądy na związek między wiarą a rozumem, na żywotne miejsce religii objawionej w cywilizowanym społeczeństwie oraz na potrzebę opartego na szerokich podstawach i wielokierunkowego podejścia do oświaty miały nie tylko głębokie znaczenie dla wiktoriańskiej Anglii, ale po dziś dzień inspirują i rozświetlają wielu na całym świecie. Chciałbym złożyć szczególny hołd jego postrzeganiu edukacji, które przyczyniło się ogromnie do ukształtowania etosu, będącego do dzisiaj siłą napędową szkół i kolegiów katolickich.
Stanowczo przeciwstawiając się podejściu ograniczającemu bądź utylitarnemu dążył on do osiągnięcia takiego środowiska edukacyjnego, w którym ćwiczenie umysłu, dyscyplina moralna i zaangażowanie religijne stanowiłyby całość. Projekt założenia Uniwersytetu Katolickiego w Irlandii stał się dlań okazją do rozwinięcia swych myśli na ten temat i do zebrania przemówień, które ogłosił jako „Idea Uniwersytetu” i w której wspierał pewien ideał, od którego wszyscy zaangażowani w formację akademicką nadal mogą się uczyć.
I rzeczywiście, jaki lepszy cel mogliby wymyślić nauczyciele religii niż słynny apel błogosławionego Johna Henry’ego o inteligentny, dobrze wykształcony laikat: „Chcę świeckich, nie aroganckich, nie nierozważnych w mowie, nie dyskutujących, ale ludzi, znających swą religię, wchodzących w nią, wiedzących dokładnie, gdzie się znajdują, wiedzących, czego się trzymać, a czego nie, znających swe credo tak dobrze, że mogą zdawać z niego rachunek, znających tak dobrze historię, że mogą jej bronić” (The Present Position of Catholics in England”, IX, 390). W tym dniu, gdy autor tych słów zostaje wyniesiony na ołtarze, modlę się, aby za jego wstawiennictwem i przez jego przykład wszyscy, którzy są zaangażowani w dzieło nauczania i katechizacji, czerpali natchnienie do jeszcze większego wysiłku z wizji, jaką on tak jasno nam przedstawił.
Jakkolwiek intelektualne dziedzictwo Johna Henry’ego Newmana budziło, co zrozumiałe, najwięcej uwagi w rozległej literaturze, poświęconej jego życiu i dziełu, ja osobiście wolę przy tej okazji zakończyć krótką refleksją na temat jego życia jako kapłana, duszpasterza. Ciepło i humanizm, leżące u podstaw oceny jego posługi duszpasterskiej, znajdują piękny wyraz w jego innym słynnym kazaniu: „Bracia, Aniołowie, gdyby to oni byli waszymi kapłanami, nie mogliby wam współczuć, nie byliby dla was wyrozumiali, jak my jesteśmy, nie mogliby stanowić dla was przykładu ani być waszymi przewodnikami, nie mogliby was przeprowadzić od starego do nowego życia, jak to czynią ci, którzy są spośród was” („Ludzie, nie aniołowie, kapłanami Ewangelii”; Mowy skierowane do Połączonych Kongregacji, 3).
Żył on tą głęboko humanistyczną wizją posługi kapłańskiej w swej pobożnej trosce o ludzi Birmingham w ciągu lat spędzonych w założonym przez siebie Oratorium, odwiedzając chorych i biednych, pocieszając zasmuconych, opiekując się więźniami. Nic więc dziwnego, że w chwili jego śmierci tysiące ludzi wypełniły miejscowe ulice, gdy jego ciało niesiono na miejsce pochówku niespełna pól mili stąd. Sto dwadzieścia lat później wielka rzesza zgromadziła się jeszcze raz, aby cieszyć się z uroczystego uznania przez Kościół wybitnej świętości tego umiłowanego ojca dusz. Jaki może być lepszy sposób wyrażenia radości tej chwili niż zwrócenie się do naszego niebieskiego Ojca z serdecznym dziękczynieniem, modląc się słowami, które błogosławiony John Henry Newman włożył w usta chórów anielskich w niebie:
Chwalcie Najświętszego na wysokościach
I w głębokościach niech będzie wysławiany;
Najwspanialszy we wszystkich swych słowach,
Najpewniejszy na wszystkich swych drogach!
Benedykt XVI podczas spotkania z nauczycielami i zakonnikami w Kolegium Uniwersytetu Najświętszej Maryi Panny w londyńskiej dzielnicy Twickenham podziękował zakonom za wkład w dzieło edukacji na Wyspach Brytyjskich. Papież przypomniał, że wiele brytyjskich zgromadzeń nauczających „zanosiło światło Ewangelii daleko poza granice tych ziem jako część wielkiego misyjnego dzieła Kościoła”.
Publikujemy tekst papieskiego przemówienia.
Ekscelencjo Sekretarzu Stanu ds. Oświaty,
Biskupie Stacku, Doktorze Naylorze
Czcigodni Ojcowie, Bracia i Siostry w Chrystusie
Z wielką przyjemnością korzystam z tej okazji, aby złożyć hołd wspaniałemu wkładowi, wnoszonemu przez zakonników i zakonnice w tym kraju do szlachetnego dzieła edukacji. Dziękuję młodym ludziom za ich piękny śpiew i dziękuję siostrze Teresie za jej słowa. Jej i wszystkim, pełnym oddania osobom, które poświęcają swe życie uczeniu młodzieży, pragnę wyrazić uczucia głębokiego uznania. Kształtujecie nowe pokolenia nie tylko w poznawaniu wiary, ale także w każdym aspekcie tego, co znaczy żyć jako dojrzali i odpowiedzialni obywatele w dzisiejszym świecie.
Jak wiecie, zadaniem nauczyciela jest nie tylko przekazywanie wiadomości lub prowadzenie ćwiczeń praktycznych, aby społeczeństwo miało z tego jakieś korzyści ekonomiczne; oświata nie jest i nigdy nie była traktowana w kategoriach czysto utylitarnych. Chodzi w niej o kształtowanie osoby ludzkiej, wyposażenie jego lub jej w umiejętność przeżywania życia w pełni – krótko mówiąc, chodzi o przekazywanie mądrości. A prawdziwej mądrości nie da się oddzielić od wiedzy o Stwórcy, gdyż „w ręku Jego i my, i nasze słowa, roztropność wszelka, i umiejętność działania” (Mdr 7,16).
Ten nadprzyrodzony wymiar nauki i nauczania jasno pojmowali mnisi, którzy tak bardzo przyczynili się do ewangelizacji tych wysp. Myślę o benedyktynach, którzy towarzyszyli świętemu Augustynowi w jego misji w Anglii, o uczniach świętego Kolumby, którzy szerzyli wiarę w Szkocji i Północnej Anglii, o świętym Dawidzie i jego towarzyszach w Walii. Ponieważ poszukiwanie Boga, które jest samym sercem powołania monastycznego, wymaga aktywnego zaangażowania środków, przez które On sam daje się poznać – Jego stworzenia i Jego objawionego słowa – było całkiem oczywiste, że klasztor musiał mieć bibliotekę i szkołę (por. Przesłanie do przedstawicieli świata kultury w Kolegium Bernardynów w Paryżu, 12 września 2008). To właśnie oddanie się mnichów nauczaniu jest drogą, na której spotyka się Wcielone Słowo Boże, które legło u podstaw naszej zachodniej kultury i cywilizacji.
Rozglądając się dziś wokół siebie widzę wiele osób zakonnych ze zgromadzeń czynnych, których charyzmatem jest wychowanie młodzieży. Jest to dla mnie okazją do wyrażenia wdzięczności Bogu za życie i pracę Czcigodnej Marii Ward, pochodzącej z tej krainy, której pionierska wizja czynnego życia zakonnego dla kobiet wydała tak wiele owoców. Mnie samego, gdy byłem młodym chłopcem, uczyły „Damy Angielskie” i mam wobec nich wielki dług wdzięczności. Wiele z was należy do zgromadzeń nauczających, które zaniosły światło Ewangelii daleko poza granice tych ziem jako część wielkiego misyjnego dzieła Kościoła i za to także składam podziękowanie i modlę się do Boga. Często zakładaliście fundacje o charakterze oświatowym na długo przedtem, zanim państwo wzięło na siebie odpowiedzialność za tę życiowo ważną służbę na rzecz jednostek i społeczeństwa. Nadal rozwijając rolę łącznika między Kościołem a państwem w dziedzinie oświaty, nigdy nie zapominajcie, że osoby zakonne mają do zaoferowania temu apostolatowi jedyny w swoim rodzaju wkład, przede wszystkim przez życie poświęcone Bogu oraz przez wierne, miłujące świadectwo o Chrystusie, najwyższym Nauczycielu.
Zaprawdę obecność osób zakonnych w szkołach katolickich jest mocnym przypomnieniem szeroko dyskutowanego etosu katolickiego, który obejmuje wszystkie aspekty życia szkolnego. Wykracza to daleko poza oczywisty wymóg, aby nauczanie pozostawało zawsze w zgodzie z nauką Kościoła. Oznacza to, że życie wiarą musi być siłą sprawczą wszelkiej działalności w szkole, tak aby misja Kościoła mogła być sprawowana skutecznie a młodzi ludzie mogli odkrywać radość, gdy wkraczają w Chrystusowe „bycie dla innych” (Spe salvi, 28).
Zanim zakończę, pragnę dodać szczególne słowa uznania dla tych, którzy mają zadanie zapewnić, aby nasze szkoły były odpowiednim środowiskiem dla dzieci i młodych ludzi. Nasza odpowiedzialność na tych, którzy nam zaufali ze względu na ich formację chrześcijańską, w żadnym wypadku nie jest mniejsza. Rzeczywiście, życie wiarą może być skutecznie karmione tylko wtedy, gdy będzie panowała atmosfera pełnego szacunku i miłości zaufania. Modlę się, aby mogło to nadal być znakiem probierczym szkół katolickich w tym kraju.
Z tymi uczuciami, drodzy Bracia i Siostry, zapraszam was obecnie do powstania i modlitwy.
Biskupie Stacku, chciałbym poprosić Cię jako przewodniczącego Biura Zarządzających Uniwersytetu Maryi Panny o przyjęcie, w imieniu Kolegium, tego daru – mozaiki Najświętszej Maryi Panny.
Benedykt XVI podczas dzisiejszego spotkania na terenie Kolegium Uniwersytetu Maryi Panny w dzielnicy Twickenham w Londynie wezwał młodych Brytyjczyków „do stawania się świętymi” i prosił ich, aby nie „zadowalali się drugorzędną doskonałością”. Papież przestrzegł młodych ludzi przed wąską specjalizacją i ograniczaniem swoich horyzontów. „Świat potrzebuje dobrych uczonych, ale spojrzenie naukowe staje się niebezpiecznie wąskie, jeśli pomija religijny lub etyczny wymiar życia, tak jak i religia staje się wąska, jeśli odrzuca uprawniony wkład nauki do naszego rozumienia świata” – powiedział Ojciec Święty.
Publikujemy tekst papieskiego przemówienia.
Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie,
Drodzy młodzi przyjaciele,
Przede wszystkim chcę wam powiedzieć, jak bardzo cieszę się, że jestem tu dzisiaj z wami. Pozdrawiam was bardzo gorąco, tych, którzy przybyli na Uniwersytet Najświętszej Maryi Panny ze szkół i kolegiów katolickich z całego Zjednoczonego Królestwa oraz wszystkich, którzy śledzą to w telewizji lub za pośrednictwem internetu. Dziękuję biskupowi McMahonowi za jego uprzejme słowa powitania. Dziękuję chórowi i zespołowi za piękną muzykę, która rozpoczęła naszą uroczystość i dziękuję pannie Bellot za jej miłe słowa w imieniu wszystkich tu obecnych młodych ludzi. Z myślą o przyszłych Igrzyskach Olimpijskich w Londynie miałem przyjemność zainaugurować działalność Fundacji Sportowej, noszącej imię Jana Pawła II i modlę się, aby wszyscy, którzy tu przychodzą, głosili chwałę Boga przez swe działania sportowe, jak również przez dostarczanie radości samym sobie i innym.
Nieczęsto zdarza się, aby papież a nawet ktokolwiek inny, miał możność jednoczesnego przemawiania do uczniów wszystkich szkół katolickich Anglii, Walii i Szkocji. I z chwilą, gdy obecnie mam taką szansę, bardzo chcę wam coś powiedzieć. Mam nadzieję, że wśród tych, którzy mnie dziś tu słuchają, są także przyszli święci XXI wieku. Dla każdego z was Bóg chce najbardziej, abyście mogli stać się świętymi. Kocha was znacznie bardziej niż możecie to sobie wyobrazić i chce dla was wszystkiego tego, co najlepsze. A najlepszą rzeczą jest dla was wzrastanie w świętości.
Być może niektórzy z was nigdy nie myśleli o tym wcześniej. Być może niektórzy z was sądzą, że bycie świętym to nie dla was. Pozwólcie, że wyjaśnię, co ja o tym myślę. Gdy jesteśmy młodzi, możemy zwykle myśleć o ludziach, których widzimy, ludziach, których podziwiamy i do których chcemy się upodobnić. Może się zdarzyć, że do kogoś, kogo spotykamy w naszym codziennym życiu, będziemy żywić wielki szacunek. Lub będzie to ktoś sławny. Żyjemy w kulturze sławy i młodzi ludzie często są zachęcani do kształtowania samych siebie według postaci świata sportu lub rozrywki. I oto pytam was: jakie cechy widzicie w innych, które chcielibyście mieć sami? Jaką osobą naprawdę chcielibyście być?
Zapraszając was do stawania się świętymi, proszę was, abyście nie zadowalali się drugorzędną doskonałością. Proszę was, abyście nie stawiali sobie jednego ograniczonego celu i pomijali wszystkie inne. Posiadanie pieniędzy umożliwia bycie wielkodusznym i czynienie dobra w świecie, ale jeśli robi się to dla samego siebie, nie wystarcza to, abyśmy byli szczęśliwi. Bycie w wysokim stopniu wyszkolonym w niektórych działaniach lub zawodach jest dobre, ale nie da nam zadowolenia, jeśli nie będziemy ciągle dążyli do czegoś jeszcze większego. Może to uczynić nas sławnymi, ale nie zrobi z nas ludzi szczęśliwych. Szczęście jest czymś, czego wszyscy pragniemy, ale jedną z największych tragedii na tym świecie jest to, że tak wielu ludzi nigdy go nie znajduje, gdyż szukają go w złych miejscach. Klucz do tego jest bardzo prosty – prawdziwe szczęście musi być osadzone w Bogu. Potrzebujemy odwagi, aby umieścić swe najgłębsze nadzieje w samym Bogu, nie w pieniądzach, w karierze, w sukcesach doczesnych czy w naszych związkach z innymi, ale w Bogu. Tylko On może zadowolić najgłębsze potrzeby naszych serc.
Bóg nie tylko kocha nas tak dogłębnie i intensywnie, że możemy tylko cząstkowo próbować to zrozumieć, ale wzywa nas, abyśmy odpowiedzieli na tę miłość. Wiecie wszyscy, jak to jest, gdy spotykacie kogoś ciekawego i pociągającego i chcecie się stać przyjacielem takiej osoby. Często macie nadzieję, że oni uznają za ciekawych i pociągających was i będą chcieli być waszymi przyjaciółmi. Bóg chce waszej przyjaźni. I gdy pewnego razu nawiążecie przyjaźń z Bogiem, wszystko w waszym życiu zacznie się zmieniać. Gdy poznacie Go lepiej, zauważycie, że chcecie odzwierciedlać coś z Jego nieskończonej dobroci w swoim własnym życiu. Zacznie was pociągać praktykowanie cnót. Zaczniecie dostrzegać chciwość i samolubstwo oraz wszelkie inne grzechy, jakimi one rzeczywiście są, niszczycielskie i niebezpieczne tendencje, powodujące głębokie cierpienia i wyrządzające wielkie szkody i zechcecie sami unikać wpadania w te pułapki. Zaczniecie odczuwać współczucie dla ludzi przeżywających trudności oraz zapragniecie uczynić coś, aby im pomóc. Zechcecie udać się z pomocą ubogim i głodnym, zechcecie pocieszać smutnych, być dobrymi i wielkodusznymi. I pewnego razu sprawy te zaczynają mieć dla was znaczenie a wy wkraczacie na drogę do stania się świętymi.
Wasze szkoły katolickie zawsze dają szerszy obraz wykraczający poza przedmioty, których się uczycie i kwalifikacje, które zdobywacie. Całą pracę, jaką wykonujecie, umieszczają w kontekście wzrastania w przyjaźni z Bogiem i wszystkiego, co wypływa z tej przyjaźni. Uczycie się więc nie tyle po to, aby być dobrymi uczniami ale aby być dobrymi obywatelami, dobrymi ludźmi. Gdy przechodzicie do wyższych klas, musicie wybierać przedmioty, których się uczycie, zaczynacie specjalizować się, mając na uwadze to, co będziecie robić później w życiu. Jest to słuszne i właściwe. Zawsze jednak pamiętajcie, że każdy przedmiot, którego się uczycie, jest częścią większego obrazu. Nigdy nie dopuszczajcie do tego, abyście stawali się ludźmi o ciasnych horyzontach. Świat potrzebuje dobrych uczonych, ale spojrzenie naukowe staje się niebezpiecznie wąskie, jeśli pomija religijny lub etyczny wymiar życia, tak jak i religia staje się zawężona, jeśli odrzuca uprawniony wkład nauki do naszego rozumienia świata. Potrzebujemy dobrych historyków, filozofów i ekonomistów, lecz jeśli opis życia ludzkiego, który dają w ramach swej specjalności, jest zbyt wąski, mogą nas wprowadzić w poważny błąd.
Dobra szkoła umożliwia całościowe wychowanie całej osoby. A dobra szkoła katolicka powinna poza tym pomagać wszystkim swym uczniom w stawaniu się świętymi. Wiem, że w szkołach katolickich Wielkiej Brytanii uczy się wielu niekatolików i pragnę wszystkich ich objąć dziś swoim słowem. Modlę się, abyście wy także czuli się zachęcani do praktykowania cnoty i do wzrastania w wiedzy i przyjaźni z Bogiem obok swych kolegów katolickich. Macie przypominać im o szerszym obrazie, jaki istnieje poza szkołą i rzeczywiście jest to jedynie słuszne, aby w szkole katolickiej szacunek i przyjaźń wobec członków innych tradycji religijnych były nauczane obok innych cnót. Mam również nadzieję, że zechcecie dzielić z każdym, kogo spotykacie, wartości i poglądy, których nauczyliście się dzięki otrzymanemu wychowaniu chrześcijańskiemu.
Drodzy przyjaciele, dziękuję wam za waszą uwagę, obiecuję modlić się za was i proszę was, abyście i wy modlili się za mnie. Mam nadzieję spotkać się z wieloma z was w sierpniu przyszłego roku podczas Światowego Dnia Młodzieży w Madrycie. Tymczasem niech Bóg was wszystkich błogosławi!
Wyrażam najgłębszy żal niewinnym ofiarom tych niewypowiedzianych zbrodni wraz z nadzieją, że moc łaski Chrystusowej, Jego ofiary pojednania, przyniesie głębokie uzdrowienie i pokój w ich życiu” – powiedział Benedykt XVI podczas dzisiejszej Mszy św. w westminsterskiej katedrze Przenajświętszej Krwi Naszego Pana Jezusa Chrystusa w Londynie.
Jakub Szymczuk/ Agencja GN ©
Benedykt XVI w Wielkiej Brytanii
Publikujemy tekst papieskiej homilii.
Drodzy Przyjaciele w Chrystusie,
Pozdrawiam was wszystkich z radością w Panu i dziękuję za wasze gorące przyjęcie. Jestem wdzięczny Arcybiskupowi Nicholsowi za jego słowa powitania w waszym imieniu. Rzeczywiście, podczas tego spotkania Następcy Piotra i wiernych Brytanii „serce mówi do serca”, gdy radujemy się w miłości Chrystusa i w naszym wspólnym wyznawaniu wiary katolickiej, która dotarła do nas od Apostołów. Jestem szczególnie szczęśliwy, że nasze spotkanie odbywa się w tej katedrze, poświęconej Przenajdroższej Krwi, która jest znakiem odkupieńczej miłości Boga, rozlanej na świat przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa. W sposób szczególny pozdrawiam Arcybiskupa Canterbury, który zaszczycił nas swoją obecnością.
Ktoś, kto odwiedza tę katedrę, musi zostać poruszony wielkim krzyżem, dominującym nad nawą, który przedstawia ciało Chrystusa przygniecione cierpieniem, przytłoczone smutkiem, niewinną ofiarę, którego śmierć pojednała nas z Ojcem i dała nam udział w prawdziwym życiu Boga. Rozciągnięte ramiona Pana zdają się obejmować cały kościół, podnosząc ku Ojcu wszystkie zastępy wiernych, którzy gromadzą się wokół ołtarza ofiary eucharystycznej i mają udział w jej owocach. Ukrzyżowany Pan stoi ponad i przed nami jako źródło naszego życia i zbawienia, „arcykapłan dóbr przyszłych”, jak nazywa Go autor Listu do Hebrajczyków w pierwszym dzisiejszym czytaniu (Hb 9, 11).
To w cieniu, jeśli można tak powiedzieć, tego poruszającego obrazu, chciałbym rozważać słowo Boże, które zostało ogłoszone między nami i zastanowić się nad tajemnicą Przenajdroższej Krwi. Tajemnica ta prowadzi nas bowiem do dostrzeżenia jedności między ofiarą Chrystusa na Krzyżu, ofiarą eucharystyczną, którą dał On swemu Kościołowi a Jego odwiecznym kapłaństwem, przez które On, siedząc po prawicy Ojca, nieustannie wstawia się za nami, członkami Jego mistycznego Ciała.
Zacznijmy od ofiary na Krzyżu. Przelanie krwi Chrystusowej jest źródłem życia Kościoła. Jak wiemy, święty Jan widzi w wodzie i krwi, które wypłynęły z boku Pana, zdrój tego boskiego życia, którego udziela Duch Święty i przekazuje nam w sakramentach (J 19,34; por. 1 J 1,7; 5,6-7). List do Hebrajczyków wyprowadza, moglibyśmy powiedzieć, skutki liturgiczne z tej tajemnicy. Jezus swoim cierpieniem i śmiercią, swoim samoofiarowaniem się w odwiecznym Duchu, stał się naszym arcykapłanem i „pośrednikiem Nowego Przymierza” (Hb 9,15). Słowa te są odbiciem słów naszego Pana w czasie Ostatniej Wieczerzy, gdy ustanowił Eucharystię jako sakrament swego ciała, dany nam i swoją krew nowego i wiecznego przymierza, przelaną za odpuszczenie grzechów (por. Mk 14,24; Mt 26,28; Łk 22,20).
Wierny Chrystusowemu poleceniu: „to czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22,19) Kościół w każdym czasie i miejscu sprawuje Eucharystię aż do powrotu Pana w chwale, radując się w Jego obecności sakramentalnej i pokładając siłę w Jego zbawczej ofierze za odkupienie świata. Rzeczywistość ofiary eucharystycznej znajdowała się zawsze w sercu wiary katolickiej; gdy poddawano ją w wątpliwość w XVI wieku, została uroczyście potwierdzona na Soborze Trydenckim w obliczu przesłaniania naszego usprawiedliwienia w Chrystusie. Tu, w Anglii, jak wiemy, było wielu tych, którzy wiernie bronili Mszy, często za wielką cenę, oddając życie za tę pobożność do Najświętszej Eucharystii, która była znakiem firmowym katolicyzmu na tych ziemiach.
Eucharystyczna ofiara Ciała i Krwi Chrystusa obejmuje z kolei tajemnicę trwającej nadal męki naszego Pana w członkach Jego Mistycznego Ciała, którym jest Kościół w każdej epoce. Tutaj wielki krucyfiks, który góruje nad nami, służy jako przypomnienie, że Chrystus, nasz odwieczny arcykapłan, codziennie włącza nasze własne ofiary, nasze własne cierpienia, nasze własne potrzeby, nadzieje i dążenia w nieskończone zasługi swej ofiary. Przez Niego, z Nim i w Nim zanosimy nasze własne ciała jako ofiarę świętą i Bogu przyjemną (por. Rz 12,1). W tym sensie przeważyliśmy w Jego wiecznej ofierze, dopełniając, jak mówi św. Paweł, w naszym ciele braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (por. Kol 1,24). W życiu Kościoła, w jego doświadczeniach i wstrząsach Chrystus, jak głosi mocne zdanie Pascala, nadal kona aż do końca świata (Pascal, 353, wyd. Braunschweig).
Widzimy ten aspekt tajemnicy najdroższej Krwi Chrystusa, reprezentowany niezwykle wymownie przez męczenników wszystkich czasów, którzy pili z kielicha, z którego pije sam Chrystus i których własna krew, przelana w łączności z Jego ofiarą, daje nowe życie Kościołowi. Odzwierciedla się to również w naszych braciach i siostrach na całym świecie, którzy nawet teraz cierpią dyskryminację i prześladowania za swoją wiarę chrześcijańską. Dzieje się tak również jeszcze obecnie, często są to ukryte cierpienia wszystkich tych pojedynczych chrześcijan, którzy codziennie łączą swe ofiary z ofiarą Pana za uświęcenie Kościoła i odkupienie świata. Myśl moja biegnie szczególnie ku wszystkim tym, którzy są duchowo złączeni z tą celebracją eucharystyczną, a zwłaszcza ku chorym, w starszym wieku, niepełnosprawnym oraz cierpiącym umysłowo i duchowo.
Myślę tu również o wielkich cierpieniach spowodowanych nadużyciami wobec dzieci, zwłaszcza w Kościele i przez jego sługi. Przede wszystkim wyrażam najgłębszy żal niewinnym ofiarom tych niewypowiedzianych zbrodni wraz z nadzieją, że moc łaski Chrystusowej, Jego ofiary pojednania, przyniesie głębokie uzdrowienie i pokój w ich życiu. Uznaję też wstyd i upokorzenie, jakie my wszyscy przeżywaliśmy z powodu tych grzechów; i wzywam was do ofiarowania ich Panu wraz z ufnością, że kara ta przyczyni się do uzdrowienia ofiar, oczyszczenia Kościoła i odnowy jego wieloletniego zaangażowania w dziedzinie wychowania i troski o młodych ludzi. Wyrażam swą wdzięczność za wysiłki podejmowane w celu odpowiedzialnego zajęcia się tym problemem i proszę was wszystkich o wykazanie troski o ofiary i o solidarność z waszymi księżmi.
Drodzy przyjaciele, powróćmy do rozważań na temat wielkiego krucyfiksu, wznoszącego się nad nami. Dłonie naszego Pana, rozpięte na Krzyżu, także zapraszają nas do rozważania naszego udziału w Jego odwiecznym kapłaństwie i tym samym naszej odpowiedzialności, jako członków Jego Ciała, do zaniesienia pojednawczej siły Jego ofiary światu, w którym żyjemy. Sobór Watykański II wypowiedział się wymownie o niezastąpionej roli świeckich w niesieniu posłannictwa Kościoła przez ich wysiłki służenia jako zaczyn Ewangelii w społeczeństwie i pracy na rzecz rozwijania Królestwa Bożego w świecie (por. Lumen Gentium, 31; Apostolicam Actuositatem, 7). Soborowe wezwanie wiernych świeckich, aby podejmowali swe, wynikające z chrztu, zadania udziału w misji Chrystusa, jest odbiciem oglądów i nauczania Johna Henry’ego Newmana. Niech głębokie idee tego wielkiego Anglika nadal inspirują wszystkich wyznawców Chrystusa w tym kraju do każdej ich myśli, słowa i działania dla Chrystusa oraz do żmudnej pracy w obronie tych niezmiennych prawd moralnych, które – oświetlone i potwierdzone przez Ewangelię – stanowią podstawę społeczeństwa prawdziwie ludzkiego, sprawiedliwego i wolnego.
Jakże wiele współczesnych społeczeństw potrzebuje tego świadectwa! Jakże wiele potrzebujemy my, w Kościele i w społeczeństwie, świadków piękna świętości, świadków wspaniałości prawdy, świadków radości i wolności zrodzonej z żywego związku z Chrystusem! Jednym z największych wyzwań stojących dziś przed nami jest to, jak mówić z przekonaniem o mądrości i wyzwalającej mocy słowa Bożego światu, który cały także postrzega Ewangelię jako ograniczenie wolności ludzkiej, zamiast prawdy, która wyzwala nasze umysły i rozjaśnia nasze wysiłki, abyśmy żyli mądrze i dobrze, zarówno jako jednostki, jak i jako członkowie społeczeństwa.
Módlmy się zatem, aby katolicy w tym kraju stawali się coraz bardziej świadomi swej godności jako lud kapłański, powołany do poświęcenia świata Bogu przez życie wiarą i w świętości. I niech temu wzrostowi gorliwości apostolskiej towarzyszy strumień modlitwy o powołania do kapłaństwa. Im bardziej ma wzrastać apostolstwo świeckich, tym bardziej odczuwana jest paląca potrzeba modlitwy za księży; i im bardziej pogłębia się wśród świeckich poczucie właściwego im powołania, tym bardziej odnosi się to do księży. Oby jak najwięcej młodych ludzi w tym kraju mogło znaleźć siłę do udzielenia odpowiedzi na wezwanie Pana do pełnienia posługi kapłańskiej, poświęcenia swego życia, swej energii i swych zdolności Bogu, a więc do budowania swego ludu w jedności i wierności Ewangelii, zwłaszcza przez sprawowanie ofiary eucharystycznej.
Drodzy przyjaciele, w tej katedrze Przenajdroższej Krwi, wzywam was jeszcze raz do spojrzenia na Chrystusa, który przewodzi nam w wierze i prowadzi do doskonałości (por. Hb 12,2). Proszę was, abyście sami jednoczyli się coraz bardziej w Panu, uczestnicząc w Jego ofierze na Krzyżu i ofiarowując Mu tę „cześć duchową” (por. Rz 12,1), która obejmuje każdy aspekt naszego życia i znajduje wyraz w naszych wysiłkach, aby przyczynić się do nadejścia Jego Królestwa. Modlę się, abyście czyniąc to, mogli połączyć zastępy wiernych w ciągu całej chrześcijańskiej historii tego kraju w budowaniu społeczeństwa prawdziwie godnego człowieka, godnego najwyższych tradycji waszego narodu.
O właściwym miejscu religii w procesie politycznym mówił Benedykt XVI w przemówieniu wygłoszonym podczas spotkania z przedstawicielami społeczeństwa, korpusu dyplomatycznego, świata polityki, nauki i przedsiębiorczości. Odbyło się ono w Westminster Hall (sali Westminsterskiej) w siedzibie Parlamentu w Londynie.
DANIEL DEME / PAP/EPA ©
Benedykt XVI w Londynie
Papież wyraził przekonanie, że świat rozumu i świat wiary potrzebują siebie wzajemnie i powinny prowadzić dialog dla dobra naszej cywilizacji. Z niepokojem mówił o rosnącej marginalizacji religii, a zwłaszcza chrześcijaństwa, przejawiającej się w usuwaniu jej do sfery czysto prywatnej, rezygnacji z publicznych obchodów takich świąt, jak Boże Narodzenie w imię tolerancji dla wierzących inaczej, a także w domaganiu się od chrześcijan zajmujących funkcje publiczne, aby niekiedy działali wbrew własnemu sumieniu. Zaapelował o to, by instytucje religijne miały zapewnioną „swobodę działania zgodnie z własnymi zasadami i przekonaniami mającymi swe podstawy w wierze i oficjalnym nauczaniu Kościoła”.
Publikujemy pełny tekst przemówienia:
PRZEMÓWIENIE BENEDYKTA XVI NA SPOTKANIU Z PRZEDSTAWICIELAMI SPOŁECZEŃSTWA BRYTYJSKIEGO, KORPUSU DYPLOMATYCZNEGO, ŚWIATA POLITYKI, NAUKI I PRZEDSIĘBIORCZOŚCI
WESTMINSTER HALL, 17 IX 2010
Szanowny Panie Przewodniczący Izby Gmin!
Dziękuję za pańskie słowa powitania, wypowiedziane w imieniu tego zgromadzenia wybitnych osobistości. Zwracając się do was, jestem świadom udzielonego mi przywileju, by mówić do Brytyjczyków oraz ich przedstawicieli w Westminster Hall. Jest to budynek o wyjątkowym znaczeniu w dziejach obywatelskich i politycznych mieszkańców tych wysp. Niech mi też będzie wolno wyrazić szacunek dla Parlamentu, który istnieje w tym miejscu od wieków i który miał tak wielki wpływ na rozwój władzy partycypacyjnej wśród narodów, zwłaszcza w krajach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów i w ogóle w krajach języka angielskiego. Wasza wspólna tradycja prawa jest podstawą systemów prawnych w wielu częściach świata, a wasza szczególna wizja prawa a także właściwych obowiązków państwa i jednostki oraz podziału władzy pozostaje inspiracją dla wielu na całym świecie.
Mówiąc do was w tym historycznym miejscu myślę o niezliczonych mężczyznach i kobietach, którzy na przestrzeni wieków odegrali ważną rolę w przełomowych wydarzeniach, jakie miały miejsce w tych murach i które ukształtowały życie wielu pokoleń Brytyjczyków oraz ludzi innych narodowości. Pragnę szczególnie przypomnieć postać św. Tomasza Morusa, angielskiego uczonego i wielkiego męża stanu, który jest podziwiany zarówno przez wierzących jak i niewierzących ze względu na uczciwość, z jaką był wierny swemu sumieniu, nawet kosztem urażenia władcy, którego był „dobrym sługą”, ponieważ chciał nade wszystko służyć Bogu. Dylemat przed którym w owych trudnych czasach stanął Morus, odwieczna kwestia relacji między tym, co należy do Cezara, a co do Boga, daje mi okazję, by wraz z wami zastanowić się pokrótce nad właściwym miejscem religii w procesie politycznym.
Tradycja parlamentarna tego kraju wiele zawdzięcza narodowemu instynktowi zachowania umiaru, pragnieniu osiągnięcia autentycznej równowagi między słusznymi roszczeniami rządu a prawami osób mu podlegających. Mimo, że w niektórych momentach historii waszego kraju podjęto zdecydowane kroki zmierzające do ustanowienia granic sprawowania władzy, to jednak instytucje polityczne narodu były w stanie się rozwijać, zachowując znaczną stabilność. W tym procesie Wielka Brytania stała się demokracją pluralistyczną, przywiązującą wielkie znacznie do wolności słowa, swobód politycznych i szacunku dla prawa, z silnym poczuciem indywidualnych praw i obowiązków oraz równości wszystkich obywateli wobec prawa. Chociaż katolicka nauka społeczna formułuje to w innym języku, to ma ona wiele wspólnego z takim podejściem, z jego nadrzędną troską o zagwarantowanie wyjątkowej godności każdej osobie ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga, oraz zaakcentowanym w nim naciskiem na obowiązek władzy cywilnej, by krzewić dobro wspólne.
A mimo to kwestie podstawowe, które wchodziły w grę w procesie Tomasza Morusa pojawiają się nadal, w nieustannie zmieniających się kategoriach wraz ze zmianą warunków społecznych. Każde pokolenie, starając się promować dobro wspólne, musi pytać na nowo: czego władze mogą racjonalnie wymagać od obywateli i jak daleko mogą się w swych żądaniach posunąć? Odwołując się do jakiej władzy, można rozwiązywać dylematy moralne? Pytania te kierują nas bezpośrednio do etycznych podstaw debaty obywatelskiej. Jeśli zasady moralne leżące u podstaw procesu demokratycznego same nie są określane przez nic bardziej trwałego niż społeczny konsens, wówczas kruchość owego procesu staje się aż nazbyt oczywista – tu tkwi prawdziwe wyzwanie dla demokracji.
Nieadekwatność pragmatycznych, krótkoterminowych rozwiązań złożonych problemów społecznych i etycznych jest niezwykle widoczna w niedawnym światowym kryzysie finansowym. Istnieje powszechna zgoda, że brak solidnych podstaw etycznych w działalności gospodarczej przyczynił się do poważnych trudności, doświadczanych obecnie przez miliony ludzi na całym świecie. Podobnie jak „każda decyzja ekonomiczna ma konsekwencję o charakterze moralnym” (Caritas in veritate, 37), tak też w dziedzinie politycznej wymiar etyczny polityki ma daleko idące konsekwencje, na których ignorowanie żaden rząd nie może sobie pozwolić. Pozytywną tego ilustracją jest jedno szczególnie godne uwagi osiągnięcie brytyjskiego parlamentu – zniesienie handlu niewolnikami. Kampania, która doprowadziła do tego przełomowego prawodawstwa była budowana na solidnych zasadach etycznych, zakorzenionych w prawie naturalnym i wniosła do cywilizacji wkład, z którego ten naród słusznie może być dumny.
Iluż ludzi na całym świecie czekało tej chwili!” – powiedział Papież o beatyfikacji Johna Henry’ego Newmana w jej przeddzień na czuwaniu modlitewnym w Hyde Parku. Zaznaczył, że również dla niego osobiście jest ona wielką radością, bo angielski kardynał od dawna już wywiera ogromny wpływ na jego życie i myśl.
Zofia Pyszny ©
Czuwanie modlitewne w Hyde Parku
Londyn 18 września, Hyde Park, czuwanie modlitewne
Moi bracia i siostry w Chrystusie!
Jest to wieczór radości, ogromnej radości duchowej dla nas wszystkich. Zebraliśmy się tutaj na czuwaniu modlitewnym, aby przygotować się do jutrzejszej Mszy świętej, podczas której wielki syn tego narodu, kardynał John Henry Newman zostanie ogłoszony błogosławionym. Jakże wielu ludzi w Anglii i na całym świecie oczekiwało na tę chwilę! Dzielenie się tym doświadczeniem z wami jest również wielką radością dla mnie osobiście. Jak wiecie, Newman przez długi czas wywierał istotny wpływ na moje życie i myśl, podobnie jak w przypadku wielu ludzi poza Wyspami Brytyjskimi. Dramat życia Newmana zachęca nas do zastanowienia się nad naszym życiem, do spojrzenia na nie na tle ogromnego horyzontu planów Bożych oraz do wzrastania w łączności z Kościołem wszystkich czasów i miejsc: Kościołem Apostołów, Kościołem męczenników, Kościołem świętych, Kościołem, który Newman kochał i którego misji poświęcił całe swoje życie.
Dziękuję arcybiskupowi Peterowi Smithowi za jego uprzejme słowa powitania w waszym imieniu, szczególną zaś przyjemność sprawia mi widok tak wielu młodych ludzi obecnych na tym czuwaniu. W ten wieczór, w ramach naszej wspólnej modlitwy, chciałbym wraz z wami zastanowić się nad kilku aspektami życia Newmana, które uważam za bardzo istotne dla naszego życia jako ludzi wierzących oraz dla życia współczesnego Kościoła.
Niech mi będzie wolno zacząć od przypomnienia, że Newman, jak sam wspomina, prześledził całe swoje życie aż do potężnego doświadczenia nawrócenia, które przeżył jako człowiek młody. Było to bezpośrednie doświadczenie prawdy słowa Bożego, obiektywnej rzeczywistości objawienia chrześcijańskiego, przekazanego w Kościele. Doświadczenie to, zarazem religijne i intelektualne, będzie natchnieniem dla jego powołania, by stał się sługą Ewangelii, dla jego rozeznania źródła wiarygodnego nauczania w Kościele Bożym i jego zapału do odnowy życia kościelnego w wierności tradycji apostolskiej. Pod koniec życia Newman opisze dzieło swego życia jako walkę z narastającą tendencją do postrzegania religii jako sprawy czysto prywatnej i subiektywnej, kwestię osobistego poglądu. Oto pierwsza lekcja, jaką możemy wyciągnąć z jego życia: w naszych czasach, gdy relatywizm intelektualny i moralny grozi podkopaniem samych podstaw naszego społeczeństwa, Newman przypomina nam, że jako mężczyźni i kobiety, uczynieni na obraz i podobieństwo Boga, zostaliśmy stworzeni, aby poznać prawdę, odnaleźć w tej prawdzie naszą ostateczną wolność i spełnienie naszych najgłębszych ludzkich dążeń. Jednym słowem, mamy za zadanie poznać Chrystusa, który sam jest „drogą, prawdą i życiem” (J 14, 6).
Życie Newmana uczy nas także, że umiłowanie prawdy, uczciwości intelektualnej i prawdziwego nawrócenia jest kosztowne. Prawdy, która nas wyzwala, nie można zatrzymywać dla siebie; wzywa ona do świadectwa, prosi, aby jej wysłuchać, a w ostateczności jej moc przekonywania płynie z niej samej, a nie z ludzkiej wymowy lub argumentów, w których może być sformułowana. Niedaleko stąd, w Tyburn, wielu naszych braci i sióstr oddało życie za wiarę; świadectwo ich wierności aż do końca było znacznie mocniejsze niż natchnione słowa, które tak wielu z nich wypowiedziało, zanim wszystko oddali Panu. W naszych czasach ceną, jaką trzeba zapłacić za wierność Ewangelii, nie jest już powieszenie, utopienie i poćwiartowanie, ale często wiąże się ona z odrzuceniem, wyśmianiem czy sparodiowaniem. A jednak Kościół nie może uchylać się od zadania głoszenia Chrystusa i Jego Ewangelii jako prawdy zbawczej, źródła naszego ostatecznego osobistego szczęścia oraz jako podstawy sprawiedliwego i humanitarnego społeczeństwa.
Newman uczy nas także, iż jeśli przyjęliśmy prawdę Chrystusa i dla Niego poświęciliśmy swoje życie, to nie może być rozdźwięku między tym, w co wierzymy, a sposobem, w jaki żyjemy. Każda nasza myśl, słowa i czyny muszą być ukierunkowane na chwałę Boga i szerzenie Jego królestwa. Newman to zrozumiał i był wielkim obrońcą prorockiej posługi laikatu chrześcijańskiego. Widział jasno, że nie tyle akceptujemy prawdę w akcie czysto intelektualnym, ile przyjmujemy ją w dynamice duchowej, która przenika do głębi naszej istoty. Prawda jest przekazywana nie jedynie przez nauczanie formalne, choć jest ono ważne, ale także przez świadectwo życia, przeżywanego integralnie, w wierności i świętości. Ci, którzy żyją w prawdzie i prawdą, instynktownie rozpoznają, co jest fałszywe i to właśnie jako fałszywe, wrogie pięknu i dobru, towarzyszącym blaskowi prawdy, veritatis splendor.
Pierwsze czytanie dzisiejszego wieczoru to wspaniała modlitwa, w której św. Paweł prosi, byśmy otrzymali poznanie „miłości Chrystusa, przewyższającej wszelką wiedzę” (Ef 3,14-21). Apostoł modli się, aby Chrystus mógł zamieszkać w naszych sercach przez wiarę (por. Ef 3,17) i abyśmy „zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość” tej miłości. Przez wiarę możemy dotrzeć do postrzegania słowa Bożego jako lampy dla naszych stóp i światła na naszej ścieżce (por. Ps 119 [118], 105). Newman, podobnie jak niezliczone rzesze świętych, którzy poprzedzili go na drodze naśladowania Chrystusa, uczył, że „miłe światło” wiary prowadzi nas do urzeczywistnienia prawdy o nas samych, naszej godności jako dzieci Bożych oraz wspaniałego przeznaczenia, jakie czeka nas w niebie. Pozwalając, by światło wiary zajaśniało w naszych sercach i pozostając w tym świetle przez naszą codzienną jedność z Panem na modlitwie i udziale w życiodajnych sakramentach Kościoła, sami stajemy się światłem dla naszego otoczenia, wypełniamy swą „funkcję prorocką”; często, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, przybliżamy ludzi o krok bliżej do Pana i Jego prawdy. Bez życia modlitwą, bez przemiany wewnętrznej, która zachodzi dzięki łasce sakramentów, nie możemy, mówiąc słowami Newmana, „promieniować Chrystusem”, stajemy się tylko kolejnym „cymbałem brzmiącym” (1 Kor 13, 1) w świecie wypełnionym coraz większym hałasem i zamętem oraz fałszywymi ścieżkami prowadzącymi jedynie do zawodu i złudzeń.
Jedno z najbardziej ulubionych rozważań kardynała zawiera słowa: „Bóg stworzył mnie, abym wypełnił dla Niego jakąś określoną służbę; powierzył mi jakąś pracę, której nie powierzył nikomu innemu” („O rozwoju doktryny chrześcijańskiej”). Widzimy tu doskonały realizm chrześcijański Newmana, punkt, w którym w sposób nieunikniony przenikają się wiara i życie. Wiara ma przynosić owoce w przemianie naszego świata mocą Ducha Świętego, działającego w życiu i aktywności wierzących. Nikt, kto patrzy realistycznie na nasz współczesny świat, nie może uważać, że chrześcijanie mogą poprzestać na tym, co zwykle czynią, nie zważając na głęboki kryzys wiary, który dotyka naszego społeczeństwa, czy też po prostu uważać, że owo dziedzictwo wartości, przekazanych przez wieki chrześcijaństwa, będzie nadal inspirować i kształtować przyszłość naszego społeczeństwa. Wiemy, że w czasach kryzysu i zamętu Bóg wzbudzał wielkich świętych i proroków odnowy Kościoła i społeczeństwa chrześcijańskiego. Ufamy w Jego opatrzność i modlimy się o Jego nieustanne przewodnictwo. Ale każdy z nas, zgodnie ze swoim statusem życiowym, jest powołany do pracy dla rozwoju królestwa Bożego przez napełnianie życia doczesnego wartościami Ewangelii. Każdy z nas ma misję, każdy z nas jest powołany do przemieniania świata, do działania na rzecz kultury życia, kultury kształtowanej przez miłość i szacunek dla godności każdej osoby ludzkiej. Jak mówi nam nasz Pan w usłyszanym przed chwilą fragmencie Ewangelii, nasze światło musi świecić przed wszystkimi, aby widząc nasze dobre uczynki, mogli wielbić naszego Ojca niebieskiego (por. Mt 5,16).
Pragnę teraz skierować specjalne słowo do wielu obecnych tu ludzi młodych. Drodzy młodzi przyjaciele: tylko Jezus wie, jaką „określoną służbę” ma On na myśli wobec was. Bądźcie otwarci na Jego głos rozbrzmiewający w głębi waszych serc: nawet teraz Jego serce przemawia do waszych serc. Chrystus potrzebuje rodzin, przypominających światu o godności ludzkiej miłości i pięknie życia rodzinnego. Potrzebuje kobiet i mężczyzn, którzy poświęcają swe życie szlachetnemu zadaniu wychowania, ukierunkowując młodych i kształtując ich na drogach Ewangelii. Potrzebuje tych, którzy poświęcą swe życie, dążąc do doskonałej miłości, naśladując Go w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie oraz posługujących Mu w najmniejszych naszych braciach i siostrach. Potrzebuje potężnej miłości zakonnic kontemplacyjnych, które wspierają świadectwo i działalność Kościoła nieustanną modlitwą. I potrzebuje kapłanów, dobrych i świętych kapłanów, mężczyzn, którzy chcą dać swoje życie za swe owce. Zapytajcie Pana, co ma na myśli właśnie wobec was! Proście Go o wielkoduszność, aby powiedzieć „tak!”. Nie lękajcie się oddać siebie całkowicie Jezusowi. On da wam łaskę, potrzebną do wypełniania waszego powołania. Pozwólcie, że zakończę tych kilka słów gorącym zaproszeniem was, abyście wraz ze mną udali się w przyszłym roku do Madrytu na Światowy Dzień Młodzieży. Zawsze jest to wspaniała okazja, by wzrastać w miłości do Chrystusa i odważyć się na radosne życie wiarą wraz z tysiącami innych młodych ludzi. Mam nadzieję, że wielu z was tam zobaczę!
A teraz, drodzy przyjaciele, trwajmy nadal na naszym czuwaniu modlitewnym, przygotowując się do spotkania Chrystusa, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Razem, w ciszy naszej wspólnej adoracji, otwórzmy swe serca i umysły na Jego obecność, Jego miłość i przekonującą moc Jego prawdy. W sposób szczególny dziękujemy Mu za wytrwałe świadectwo o tej prawdzie, jakie dał kardynał John Henry Newman. Ufni w jego modlitwy, prośmy Pana, aby oświetlał naszą drogę i drogę całego społeczeństwa brytyjskiego łaskawym światłem swej prawdy, swej miłości i swego pokoju. Amen.