
Mundo Cristiano IX-23 ¡Señor, no me digas basta, sino más!



Przez wstawiennictwo Świętego Jana Pawła II, papieża rodziny, módl się za nami! Jezus, Maryja, Józef- Święta Rodzina z Nazaretu pomóc naszym rodzinom, byśmy żyli z pokojem I radością!

Posted byignacysolerPosted inRodzina,

Wszyscy wiemy, że w ostatnim dniu roku 2022 o godz. 9.34 papież emerytowany Benedykt XVI, Joseph Ratzinger, poszedł do domu Ojca. Wielu z nas ciągle jesteśmy pod wrażeniem mądrości tego pasterza Kościoła Katolickiego, więcej można powiedzieć: nauka i pisma Ratzingera – Benedytka jest dla nas natchnieniem dla lepszego poznania Chrystusa. Mam przy sobie Opera Omnia wydawana przez KUL’u i często – prawie codziennie – czytam je. Dziś, w uroczystości Objawienia Pańskiego, czytałem homilię 7 stycznia 2000 r. w Ratyzbonie. Poddaję fragmentu tego tekstu i zdjęcia całej homilii.
„Ci anty-chrześcijanie chcą uznać tylko to, co w świecie zazwyczaj już występuje. Miarodajną instancją jest dla nich obraz świata. A to, co do niego nie pasuje, nie może w ogóle istnieć. Trzeba to wykluczyć. ‚Oni mówią i myślą jak świat’ (por. 1 J 4,5), pisze Jan. Za tym kryje się kolejne przekonanie, że Bóg przecież wcale nie mógł tak dalece zejść na dół, zadać się z nami tak konkretnie, tak iż sam stał się jednym z nas. Dziś wyraża się to w następujący sposób: Bóg nie może występować w kategoralności, pozostaje w transcendentalności. A tymczasem wiara mówi nam: Nie! On zbliża się do nas zupełnie konkretnie, aż do tego punktu, że jest Dzieckiem; że możemy Go dotknąć, przed Nim upaść i Go adorować – albo się Mu nie oddać. Bóg nie jest zesłany w sferę wielkości i ogólności. Bóg jest konkretny, a to znaczy, że może ingerować w historię i w nasze życie. Bóg może do nas mówić”.


Posted byignacysoler

Se afirma aquí la encarnación como una realidad que concierne a toda la historia, la cual es historia de transformación del mundo a través del trabajo. Por eso interesa destacar el papel del Verbo a la vez como mediador en la creación y como artífice de la redención. Con ello se caracteriza el trabajo de los hombres como una continuación de esta obra creadora que tiene al Verbo encarnado como causa eficiente, ejemplar y final; además, esta colaboración se encamina, a lo largo de las vicisitudes de la historia, a una plenitud que deriva del misterio de Cristo considerado en su globalidad.
Francisco A. Castro Pérez. LA LUZ DEL VERBO ENCARNADO – La encarnación como principio antropológico y eclesial en el Concilio Vaticano II.Posted byignacysoler


Posted byignacysolerPosted inNaródTagi:UkrainaLeave a commenton Dwa Królestwa- bł bp Grzegorz Chomyszym – męczennik

Zdolność Maryi, by żyć oglądaniem Boga jest, by tak rzec, zaraźliwa. Pierwszym, który tego doświadczył, był św. Józef. Jego pokorna i szczera miłość do swej obiecanej oblubienicy i decyzja, by zjednoczyć swoje życie z życiem Maryi pociągnęła i wprowadziła także jego, który był już „człowiekiem sprawiedliwym” (Mt 1,19), w szczególną zażyłość z Bogiem. Z Maryją bowiem, a następnie przede wszystkim z Jezusem, rozpoczyna on nowy sposób więzi z Bogiem, przyjęcia Go w swym życiu, wejścia w Jego plan zbawienia, pełniąc Jego wolę. Ufnie idąc za wskazaniem Anioła: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki” (Mt 1, 20), zabrał Maryję do siebie i dzielił z Nią swoje życie; naprawdę dał całego siebie Maryi i Jezusowi, to zaś doprowadziło go do doskonałej odpowiedzi na otrzymane powołanie.
Ewangelia, jak wiemy, nie zachowała żadnych słów Józefa; jego obecność jest milcząca, ale wierna, stała, pracowita. Możemy sobie wyobrazić, że on, podobnie jak jego Oblubienica i pozostając z nią w wewnętrznej zgodzie, przeżywał lata dzieciństwa i dorastania Jezusa, kosztując – by tak rzec – Jego obecności w swej rodzinie.
Józef w pełni, pod każdym względem wypełnił swą rolę ojcowską. Z pewnością wychował wraz z Maryją Jezusa do modlitwy. To przede wszystkim on prowadził Go do synagogi, na obrzędy szabatu, jak również do Jerozolimy, z okazji wielkich świąt ludu Izraela. Józef, zgodnie z tradycją żydowską, przewodniczył modlitwie domowej zarówno na co dzień – rano, wieczorem, przy posiłkach – jak i z okazji głównych świąt religijnych. Tak więc, w rytmie dni spędzonych w Nazarecie, w prostym domu i warsztacie Józefa Jezus nauczył się, by na przemian modlić się i pracować oraz ofiarowywać Bogu także trud zarabiania na niezbędny dla rodziny chleb.
Mary’s ability to live by God’s gaze, is so to speak, contagious. The first to experience this was St Joseph. His humble and sincere love for his betrothed and his decision to join his life to Mary’s attracted and introduced him, “a just man”, (Mt 1:19), to a special intimacy with God. Indeed, with Mary and later, especially, with Jesus, he began a new way of relating to God, accepting him in his life, entering his project of salvation and doing his will. After trustfully complying with the Angel’s instructions “Do not fear to take Mary your wife” (Mt 1:20) — he took Mary to him and shared his life with her; he truly gave the whole of himself to Mary and to Jesus and this led him to perfect his response to the vocation he had received.
As we know, the Gospel has not recorded any of Joseph’s words: his is a silent and faithful, patient and hard-working presence. We may imagine that he too, like his wife and in close harmony with her, lived the years of Jesus’ childhood and adolescence savouring, as it were, his presence in their family.
Joseph fulfilled every aspect of his paternal role. He must certainly have taught Jesus to pray, together with Mary. In particular Joseph himself must have taken Jesus to the Synagogue for the rites of the Sabbath, as well as to Jerusalem for the great feasts of the people of Israel. Joseph, in accordance with the Jewish tradition, would have led the prayers at home both every day — in the morning, in the evening, at meals — and on the principal religious feasts. In the rhythm of the days he spent at Nazareth, in the simple home and in Joseph’s workshop, Jesus learned to alternate prayer and work, as well as to offer God his labour in earning the bread the family needed.
La capacidad de María de vivir de la mirada de Dios es, por decirlo así, contagiosa. San José fue el primero en experimentarlo. Su amor humilde y sincero a su prometida esposa y la decisión de unir su vida a la de María lo atrajo e introdujo también a él, que ya era un «hombre justo» (Mt 1, 19), en una intimidad singular con Dios. En efecto, con María y luego, sobre todo, con Jesús, él comienza un nuevo modo de relacionarse con Dios, de acogerlo en su propia vida, de entrar en su proyecto de salvación, cumpliendo su voluntad. Después de seguir con confianza la indicación del ángel —«no temas acoger a María, tu mujer» (Mt 1, 20)— él tomó consigo a María y compartió su vida con ella; verdaderamente se entregó totalmente a María y a Jesús, y esto lo llevó hacia la perfección de la respuesta a la vocación recibida.
El Evangelio, como sabemos, no conservó palabra alguna de José: su presencia es silenciosa, pero fiel, constante, activa. Podemos imaginar que también él, como su esposa y en íntima sintonía con ella, vivió los años de la infancia y de la adolescencia de Jesús gustando, por decirlo así, su presencia en su familia.
José cumplió plenamente su papel paterno, en todo sentido. Seguramente educó a Jesús en la oración, juntamente con María. Él, en particular, lo habrá llevado consigo a la sinagoga, a los ritos del sábado, como también a Jerusalén, para las grandes fiestas del pueblo de Israel. José, según la tradición judía, habrá dirigido la oración doméstica tanto en la cotidianidad —por la mañana, por la tarde, en las comidas—, como en las principales celebraciones religiosas. Así, en el ritmo de las jornadas transcurridas en Nazaret, entre la casa sencilla y el taller de José, Jesús aprendió a alternar oración y trabajo, y a ofrecer a Dios también la fatiga para ganar el pan necesario para la familia.
La capacité de Marie de vivre du regard de Dieu est, pour ainsi dire, contagieuse. Le premier à en faire l’expérience a été saint Joseph. Son amour humble et sincère pour sa fiancée et la décision d’unir sa vie à celle de Marie l’a attiré et introduit lui aussi, qui était déjà un « homme juste » (Mt 1, 19), dans une intimité particulière avec Dieu. En effet, avec Marie, et ensuite surtout avec Jésus, il inaugure une nouvelle façon de se mettre en relation avec Dieu, de l’accueillir dans sa propre vie, d’entrer dans son projet de salut, en accomplissant sa volonté. Après avoir suivi avec confiance l’indication de l’Ange — « ne crains pas de prendre chez toi Marie, ton épouse » (Mt 1, 20) — il a pris Marie avec lui et il a partagé sa vie avec elle ; il s’est vraiment entièrement donné à Marie et à Jésus, et cela l’a conduit vers la perfection de la réponse à la vocation reçue.
L’Evangile, comme nous le savons, n’a conservé aucune parole de Jo- seph: sa présence est silencieuse, mais fidèle, constante, active. Nous pouvons imaginer que lui aussi, comme son épouse et en intime harmonie avec elle, a vécu les années de l’enfance et de l’adolescence de Jésus en goûtant, pour ainsi dire, sa présence dans leur famille.
Joseph a pleinement accompli son rôle paternel, sous chaque aspect. Il a certainement éduqué Jésus à la prière, avec Marie. Il l’aura en particulier emmené avec lui à la synagogue, lors des rites du samedi, ainsi qu’à Jérusalem, pour les grandes fêtes du peuple d’Israël. Joseph, selon la tradition juive, aura guidé la prière domestique, aussi bien quotidienne — le matin, le soir, lors des repas —, qu’à l’occasion des principales fêtes religieuses. Ainsi, au rythme des journées passées à Nazareth, entre la maison simple et l’atelier de Joseph, Jésus a appris à alterner prière et travail, et à offrir à Dieu également la fatigue pour gagner le pain nécessaire à la famille.
La capacità di Maria di vivere dello sguardo di Dio è, per così dire, contagiosa. Il primo a farne l’esperienza è stato san Giuseppe. Il suo amore umile e sincero per la sua promessa sposa e la decisione di unire la sua vita a quella di Maria ha attirato e introdotto anche lui, che già era un «uomo giusto» (Mt 1,19), in una singolare intimità con Dio. Infatti, con Maria e poi, soprattutto, con Gesù, egli incomincia un nuovo modo di relazionarsi a Dio, di accoglierlo nella propria vita, di entrare nel suo progetto di salvezza, compiendo la sua volontà. Dopo aver seguito con fiducia l’indicazione dell’Angelo – «non temere di prendere con te Maria, tua sposa» (Mt 1,20) – egli ha preso con sé Maria e ha condiviso la sua vita con lei; ha veramente donato tutto se stesso a Maria e a Gesù, e questo l’ha condotto verso la perfezione della risposta alla vocazione ricevuta.
Il Vangelo, come sappiamo, non ha conservato alcuna parola di Giuseppe: la sua è una presenza silenziosa, ma fedele, costante, operosa. Possiamo immaginare che anche lui, come la sua sposa e in intima consonanza con lei, abbia vissuto gli anni dell’infanzia e dell’adolescenza di Gesù gustando, per così dire, la sua presenza nella loro famiglia.
Giuseppe ha compiuto pienamente il suo ruolo paterno, sotto ogni aspetto. Sicuramente ha educato Gesù alla preghiera, insieme con Maria. Lui, in particolare, lo avrà portato con sé alla sinagoga, nei riti del sabato, come pure a Gerusalemme, per le grandi feste del popolo d’Israele. Giuseppe, secondo la tradizione ebraica, avrà guidato la preghiera domestica sia nella quotidianità – al mattino, alla sera, ai pasti -, sia nelle principali ricorrenze religiose. Così, nel ritmo delle giornate trascorse a Nazaret, tra la semplice casa e il laboratorio di Giuseppe, Gesù ha imparato ad alternare preghiera e lavoro, e ad offrire a Dio anche la fatica per guadagnare il pane necessario alla famiglia.
Marias Fähigkeit, vom Blick Gottes zu leben, ist sozusagen ansteckend. Der erste, der diese Erfahrung gemacht hat, war der hl. Josef. Seine demütige und aufrichtige Liebe zu seiner Verlobten und die Entscheidung, sein Leben mit Marias Leben zu verbinden, hat auch ihn, der »gerecht« war (Mt 1,19), in eine einzigartige Vertrautheit mit Gott hineingezogen und eingeführt. Denn mit Maria und dann vor allem mit Jesus beginnt er, eine neue Beziehung zu Gott herzustellen, ihn in sein eigenes Leben aufzunehmen, in seinen Heilsplan einzutreten, indem er seinen Willen erfüllt. Nachdem er vertrauensvoll der Weisung des Engels gefolgt ist – »fürchte dich nicht, Maria als deine Frau zu dir zu nehmen« (Mt 1,20) –, hat er Maria zu sich genommen und sein Leben mit ihr geteilt; er hat sich wirklich ganz und gar Maria und Jesus hingegeben, und das hat seine Antwort auf die empfangene Berufung zur Vollkommenheit geführt.
Wie wir wissen, ist im Evangelium kein einziges Wort von Josef überliefert: Seine Gegenwart ist eine schweigende, aber treue, beständige, tätige Gegenwart. Wir können uns vorstellen, daß auch er, wie seine Verlobte und in inniger Übereinstimmung mit ihr, die Jahre der Kindheit und Jugend Jesu gelebt hat, indem er sozusagen Seine Gegenwart in ihrer Familie genossen hat.
Josef hat seine väterliche Aufgabe völlig erfüllt, in jeder Hinsicht. Sicher hat er Jesus zum Gebet erzogen, gemeinsam mit Maria. Insbesondere wird er ihn mit in die Synagoge genommen haben, zum Sabbatgottesdienst, sowie nach Jerusalem, zu den großen Festen des Volkes Israel. Gemäß der jüdischen Tradition wird Josef das häusliche Gebet geleitet haben, sowohl im Alltag – am Morgen, am Abend, bei den Mahlzeiten – als auch an den wichtigsten religiösen Festen. So hat Jesus im Rhythmus der Tage, die er in Nazaret zwischen dem bescheidenen Haus und Josefs Werkstatt verbracht hat, gelernt, Gebet und Arbeit abzuwechseln und auch die Mühen, um der Familie das nötige Brot zu verdienen, Gott als Opfer darzubringen.
https://www.vatican.va/content/benedict-xvi/it/audiences/2011/documents/hf_ben-xvi_aud_20111228.html
Radość i nadzieja to dokument Soboru Watykańskiego II, konkretnie to konstytucja apostolska o Kościele w świecie. W roku 1970 r. mając piętnaście lat poznałem ośrodek Opus Dei w Madrycie na ulicy Princesa 81, blisko mojego domu i szkoły. Pamiętam, że rozmawiając z człowiekiem z Dziela powiedziałem mu, że Sobór Watykański II to nie dobra rzecz. Miałem taką opinię widząc chaos powodowany w Kościele- liturgia byle jaka, niewierność duchowieństwa, kryzys sakramentu spowiedzi.
Mój rozmówca reagował natychmiast i stanowczo. -Co Ty gadasz? Sobór to święta rzecz, to działanie Ducha Świętego w Kościele. Czy czytałeś przynajmniej jeden dokument? – Nie, nic nie czytałem. Musiałem szczerze przyznać się do nieznajomości tych dokumentów. A on beż żadnej wątpliwości moich zdolności z mlodego wieku wręczał mi dwa małe broszury po hiszpańsku- Lumen gentium i Gaudium et spes.
Przeczytałem je i byłem zachwycony. Po pierwsze, że wszytko zrozumiałem, ponieważ były napisane w sposób prosty i dostępny dla każdego. Po drugie, z powodu doktryny tam zawarty. Nauka pozytywna, jasna, nowoczesna I jak najbardziej wierna tradycji Kościóła.
Zachęcam wszystkich do nowego przeczytania tych aktualnych dokumentów Magisterium Kościoła. Dziś znowu czytałem fragmentu Gaudium et spes, ponieważ w tych czasach wszyscy potrzebujemy i radość i nadzieja i pokój. Cytuję dwa fragmenty.
Warte jest więcej to wszystko, co ludzie czynią dla wprowadzenia większej sprawiedliwości, szerszego braterstwa, bardziej ludzkiego uporządkowania dziedziny powiązań społecznych, aniżeli postęp techniczny. 35
Jeśli słowom „autonomia rzeczy doczesnych” nadaje się takie znaczenie, że rzeczy stworzone nie zależą od Boga, a człowiek może ich używać bez odnoszenia ich do Stworzyciela, to każdy uznający Boga wyczuwa, jak fałszywe są tego rodzaju zapatrywania. Stworzenie bowiem bez Stworzyciela zanika. 36


Ordenando viejos papeles he encontrado dos cartas de mi madre.
La primera está dirigida a ul. Górnośląska 43, Varsovia, la sede de la comisión regional en Polonia, donde viví desde IX.2000 hasta IX.2004. No consigo precisar el año, pero si la fecha. La carta es del 18 de junio, la fecha de la carta y la del matasellos coinciden aunque es imposible leer la última cifra del año 200x.
Este hecho documentado me ha hecho pensar en algo evidente. Cuando usábamos con más frecuencia que ahora el servicio postal, no bastaba escribir cartas, ponerlas en un sobre y pegar un sello… había que echarlas en el buzón de correos! A ser posible cuanto antes, sino la carta se perdería en el olvido.
La segunda está enviada a ul. Grottgera 43, Cracovia, en donde estuve desde IX.2007 hasta IX.2011. La carta está fechada el 22 de marzo. El matasellos 23.03.2011. Probablemente también mi madre echó en el buzón esa carta el mismo día que la escribió.








Hay que reconocer que el papa Francisco da sorpresas. A finales del mes de julio del 2022, justo antes de su viaje apostólico a Canadá -una peregrinación penitencial-, la Santa Sede dio a luz pública el Motu Propio Ad charisma tuendum. También un día antes la Santa Sede sacó un documento, esta vez sin firma, aclarando y „no aclarando del todo” los límites del camino sinodal emprendido por la Iglesia Católica en Alemania.
A algunos les dio la impresión de que el Vaticano daba una de cal y otra de arena, sin posibilidad de contestar, sin pedir opinión a las partes, sin una sincera voluntad de diálogo. El papa se va lejos y cuando vuelve, el ferragosto italiano ya cierra puertas a todo el hacer del Vaticano. Aunque entiendo esa impresión, no la comparto, pues siempre veo a la Iglesia como una madre y a la Santa Sede como un instrumento de servicio sincero en la difusión del Evangelio.
Yo, como muchas otras personas, me enteré del asunto por internet, en concreto por la página de la Santa Sede Vatican News de ese día. Mi primera impresión fue que no es precisamente una buena noticia para la Obra, y que el Prelado, el Padre, seguramente no da saltos de alegría ante ese Motu Propio. Después de una reflexión más pausada y de leer la nota del Prelado y los ocho puntos aclaratorios de la Prelatura en su página oficial, merece la pena volver a leerlos y por eso pongo los links, me hice las siguientes preguntas:
Bueno, hay muchas más preguntas, pero voy a ir concretando respuestas y opiniones. Que el asunto es importante para el Opus Dei es evidente. Que tampoco está claro lo que quiere la Santa Sede, también es evidente. Basta recordar que a los pocos días aparecieron dos artículos en la revista Omnes (que aunque no sea una voz representativa de la Obra, su director es sacerdote de la Prelatura) con una interpretación del motu propio Ad charisma tuendum de acuerdo con el carácter jerárquico del Opus Dei.
El primer artículo es de Giuseppe Comotti, profesor ordinario de Derecho Canónico y de Derecho eclesiástico. El segundo es de Luis Felipe Navarro, rector de la Universidad Pontificia de la Santa Cruz, Profesor de Derecho de la Persona, Consultor del Dicasterio para los Laicos, la Familia y la Vida.
Para mejor comprender la unidad entre carisma e institución es necesario volver a leer la Carta Iuvenescit Ecclesiae de la Congregación de la Doctrina de la Fe, dirigida a los Obispos de la Iglesia Católica sobre la relación entre los dones jerárquicos y carismáticos para la vida y misión de la Iglesia. Publicada cuando estaba el cardenal Müller como prefecto, con fecha 16 de mayo del 2016. Cito el siguiente fragmento:
¨Desde el punto de vista de la relación entre los diversos dones jerárquicos y carismáticos es necesario respetar dos criterios fundamentales que deben ser considerados inseparablemente: a) el respeto por las características carismáticas de cada uno de los grupos eclesiales, evitando forzamientos jurídicos que mortifiquen la novedad de la cual la experiencia específica es portadora. De este modo se evitará que los diversos carismas puedan considerarse como recursos no diferenciados dentro de la Iglesia. b) El respeto del regimen eclesial fundamental, favoreciendo la promoción activa de los dones carismáticos en la vida de la Iglesia universal y particular, evitando que la realidad carismática se conciba paralelamente a la vida de la Iglesia y no en una referencia ordenada a los dones jerárquicos¨.
Antes de pasar a exponer mi opinión personal de todo este material me parece oportuno y necesario leer la voz de Prelatura de Vikipedia, en castellano. Es un artículo que expone, me parece que con objetividad y rigurosidad, el estado actual de lo que es o no es una prelatura.
Opinión personal. Estoy totalmente de acuerdo con el papa Francisco que lo importante es el carisma y que esto es lo que hay que afirmar y vivir en la vida personal y social de los miembros del Opus Dei. Quisiera explicar algo de ese carisma.
Cuando conocí el Opus Dei, a principios de los años setenta en Madrid, en mi barrio de Argüelles, me llamaron la atención tres cosas:
1. La insistencia en estudiar, en cumplir muy bien mis obligaciones profesionales. Como entonces era bachiller debía tomarme en serio las clases y estudiar para sacar las mejores calificaciones que pudiera. Una obligación que no se quedaba en teoría o en deseo ineficaz pues en aquel centro de la Obra de la calle Princesa, iba sobre todo para pasar muchas horas en la sala de estudio. No hay cristianismo sin el respeto a uno mismo, sin el cumplimiento cabal de los propios deberes. En la Obra me enseñaron a tomarme en serio mi trabajo.
2. La importancia de estar abierto a los demás, tener amigos, dedicarles tiempo, animarles a que vinieran por el centro a estudiar o a los medios de formación (círculos, meditaciones, etc). En aquel grupo de gente la relación de unos con otros era primordial. No hay cristianismo sin apertura a los demás. En la Obra me siguieron enseñando el valor de la amistad.
3. La relación personal con Dios y concretamente con Jesucristo. Relación personal con Jesucristo repito. Y me enseñaron algo que nadie antes me había enseñado: la oración mental, el hablar con Dios de tú a Tú. En el oratorio o en la cima de la Mujer Muerta de la sierra madrileña. Y no era teoría sino práctica. Alguién empezaba la oración con una conocida ´oración introductoria´ – Señor mío y Dios mío, creo firmemente… Y leía pausadamente algunos puntos de Camino. Pausa, silencio, oración. Pasaban quince minutos y el que había empezado concluía: ¨Te doy gracias, Dios mío, por los buenos propósitos, …¨. En el Opus Dei me enseñaron entonces y hasta el día de hoy cómo rezar: aprender a rezar, aprender a amar. Siempre recomenzando.
Tres elementos fundamentales: trabajo – apostolado – oración. Y todo sin que apareciera ningún ´cura´, ningún sacerdote. Todo era dirigido, llevado por gente ´normal´es decir por laicos, ni concienciados ni dejados de concienzar. Gente corriente, normal, del Opus Dei. El sacerdote dirigía la meditación una vez a la semana y si querías hablabas con él o te confesabas, pero en la vida del centro no tenía ninguna función de dirección y aparecía poco. No tenía protagonismo: hacía (servicio sacerdotal) y desaparecía. El apostolado de los laicos, ahí está la gran revolución que todavía muchos en la Iglesia Católica no entienden. Muchos piensan que lo importante en la Iglesia son los sacerdotes, los obispos, los religiosos o el papa. No, es esa una visión deformada de lo qué es la Iglesia y de su misión. Una mentalidad clerical que lleva siglos invadiendo la vida y las estructuras de la Iglesia. A ver si consigo aclarar mejor mis ideas.
En la eclesiología de comunión del concilio Vaticano II, la idea de pueblo de Dios lleva consigo la conciencia que la Iglesia existe para llevar a todos los hombres la buena noticia de la salvación en Cristo: el evangelio. Todos somos miembros del pueblo de Dios, todos llamados a la santidad y al apostolado. Junto con la evangelización viene la fuerza de la gracia que en parte está institucionalizado por la acción sacramental, pues también muchísimas más gracias las recibimos sin la mediación de los sacramentos.
La Iglesia se entiende desde su misión evangelizadora y el sujeto depositario de esa misión son todos sus miembros. Por eso en la Iglesia todos somos iguales por la condición de ser fieles, pero de modo especial la misión de evangelizar y transformar el mundo con la doctrina y la vida de Cristo recae en los laicos. El ministerio sacerdotal es un servicio al sacerdocio real de los fieles: ellos son lo importante, ellos tiene que llevar a Cristo a todas partes.
La jerarquía en la Iglesia, que procede del sacramento del orden, está al servicio de los fieles. Por eso lo importante de un párroco, de un obispo o de un papa es predicar el evangelio e impartir los medios de la gracia, los sacramentos, y encaminar a los fieles cristianos para que vivan su vida con Cristo en el lugar de su trabajo y familia, en el mundo. Un párroco tiene que ser consciente que su trabajo de organización, de evangelización y sacramentalización, de servicio a la caridad está en orden a los fieles: ellos tiene que evangelizar, sacramentalizar (llevar a otros a los sacramentos), servir en la caridad. Si un cristiano participa en la vida evangelizadora de la parroquia, en la vida sacramental, en el servicio de la caridad y de la misericordia pero luego no trabaja bien, no cuida de su familia, no evangeliza en su entorno social y familiar, eso significa que ese fiel cristiano no es consciente de su misión de ser Iglesia y de llevar el Evangelio a todas partes, empezando por el lugar donde vive y trabaja. Esa es la misión del párroco: no llenar la iglesia, sino despertar en los fieles laicos su ser Iglesia, su misión evangelizadora, su vida corriente en Cristo.
Esa es la misión de la jerarquía en relación con los fieles: organizar la vida de la Iglesia y de los ministros ordenados para que los fieles cristianos corrientes tomen conciencia de su papel fundamental y primordial en la cristianización del mundo.
Por eso estoy totalmente de acuerdo que el carisma es lo más importante. Pero los carismas están al servicio de la unidad de la Iglesia y la jerarquía, con su poder institucional, debe servir a que esos carismas evangélicos se desarrollen y sean protegidos. Por este motivo me parece que el mejor modo de proteger y difundir el carisma del Opus Dei es con una institución de carácter universal que bajo la autoridad jerárquica del papa y del Prelado defienda, explique y exiga que los fieles laicos que a ella libremente se incorporen asuman su responsabilidad de ser Iglesia.
Dos interesantes artículos en inglés
https://www.ncregister.com/news/pope-francis-modifies-governance-of-opus-dei-what-will-it-mean