Wielkie szczęście być kapłanem!

2011-12-13

Dobry przyjaciel – sympatyczny kapłan – wysłał do mnie list pasterski hiszpańskiego biskupa napisany kilka dni temu. Czytanie tego tekstu podsunęło mi pewną ideę. Wiem, że to prawie plagiat, ale rzadko się zdarzy, że ktoś ma zupełnie nowe pomysły do przekazywania, a idea jest prosta: być księdzem to ogromna radość, to prawdziwe szczęście, to wygranie losu w toto-lotku historii ludzkości. Z okazji moich trzydziestu lat kapłaństwa, celebrowanych po cichu i w rodzinnej atmosferze, daję świadectwo na moim blogu: być każdego dnia księdzem to codzienna radość mimo osobistych niedoskonałości.

Uniwersytet z Chicago zrobił ankietę pytając jakie zawody czy jaka praca daje największe szczęście czy satysfakcję, na pierwszym miejscu wygrało kapłaństwo. Wyniki zostały opublikowane w znanym piśmie Forbes, na drugim miejscu znalazła się grupa strażaków i innych zawodów z profilu humanistycznego i altruistycznego. Gdyby pytali mnie w ankiecie mógłbym powiedzieć to samo: mimo, że stawka jest wysoka – istnieje tylko jedno kapłaństwo to kapłaństwo Jezusa Chrystusa – jestem zadowolony z bycia księdzem, a gdy mógłbym wybrać ‘second life’ nie miałbym żadnej wątpliwości: wybrałbym znowu bycie księdzem katolickim.

Cierpienia są, nieporozumienia również, zmiany stanowiska często się zdarzają. Problemy i trudności kapłańskie mają różne aspekty: duszpasterskie, ekonomiczne, poczucie samotności, osobiste nieosiągnięcia, czyli pycha ludzka, brak sukcesu, po ludzku mówiąc. A Matka Teresa z Kalkuty często powtarzała: „Bóg nie poprosił mnie bym odniosła sukces, poprosił mnie o wierność”. Pamiętajmy hasło minionego roku kapłaństwa: ‘Wierność Chrystusa, wierność kapłana’. Droga do szczęścia koniecznie wymaga wierności i cierpienia, to nie droga różowa. A św. Josemaría często mawiał: felicidad es fidelidad – szczęście to wierność – a nasza radość zakorzeniona jest na krzyżu, ponieważ in laetia nulla dine sine cruce!

Wyświęcał mnie kardynał Roger Etchegaray i pamiętam jego ostatnie słowa homilii: ‘gratuluję wam odwagi pójścia za powołaniem w tych trudnych momentach historycznych, ale to najlepsze czasy by być kapłanem’. Wszystko jest łaską i być księdzem tutaj i teraz również to dar od nieba. Kapłan odkrywa każdego dnia, że naprawdę ma tylko to co oddaje, a im więcej oddaje, tym więcej posiada. Najlepsza radość to mieć dla kogo żyć, to dzień pełen pracy i służby, ani chwili westchnienia, a wpadać w łóżko zmęczony jak pies od pracy i służby, bez czasu myślenia o własnych sprawach. Szczęście jak drzwi otwiera się na zewnątrz, a kapłaństwo to klucz, czyli narzędzie w rękach Boga, nic więcej, a również nic mniej: to wielka i ogromna odpowiedzialność bycia narzędziem w rekach boskiego lekarza!

Oczywiście ksiądz nie jest już automatycznie szczęśliwy przez otrzymaniu święceń. Trudno wyobrazić sobie większe nieszczęście od odejścia od kapłaństwa. Jak powiedział kiedyś Ojciec Arrupe, który był przełożonym generalnym Towarzystwa Jezusowego: „Mówiłem Bogu, że wolałbym umrzeć, niż być niewiernym. Ponieważ śmierć jest także apostolstwem, a letni czy niewierny kapłan to ruina chrześcijaństwa”. Odłączyć kapłaństwo od poszukiwania świętości to oderwać je od szczęścia. Mądrość ludowa meksykanka tworzyła to powiedzenie: ‘Un padrecito triste es la peor cosa del mundo’ – Najgorsza rzecz na świecie to smutny księżulu. A chińczycy mają takie przysłowie: ‘jeżeli nie potrafisz się uśmiechać nie otwieraj sklepu’. W tym sklepie gdzie my kapłani sprzedajemy miłość Boga do ludzi, musimy to czynić z radością: servite Domino in laetitia!

Każda praca ludzka jest służbą, a służyć trzeba z chęcią, z odrobiną radości. Czasami warto starać się w rachunku sumienia szczegółowym w tym punkcie: mieć w ustach zawsze miły uśmiech. Podobno uśmiechanie się często jest bardzo zdrowe dla ciała, człowiek lepiej wygląda, a na pewno przydaje się dla naszej duszy i dla innych: życie staje się mniej dramatyczne, bardziej ludzkie. Prawdą jest, że drobny uśmiech dla domowników może być czasami dobrem punktem ascetycznej walki.

Świat potrzebuje świętych kapłanów, czyli szczęśliwych kapłanów. Również całe społeczeństwo potrzebuje ich, często doświadczamy jak prorockie były słowa Bernanosa: „Kiedy odchodzi jeden ksiądz (ubywa jednego), przebywa sto czarownic (jest o 100 czarownic więcej)”. A błyskotliwy i prowokujący Chesterton sformułował to w ten sposób: „Potrzebujemy kapłanów, którzy przypominają nam, że umrzemy, ale również potrzebujemy kapłanów, którzy przypominają nam, że żyjemy”. Wiara chrześcijańska afirmuje zawsze życie i szczęście tutaj i teraz, a później: pełna radość w niebie!

Komentarze (4)

Dr. Franz

Bardzo dobrze Ks. Ignacy, bardzo sympatyczne to co ten prałat mówi i dziękuję, za osobiste świadectwo, które robi wszystko bardzo miłe!!

Maria

To samo o sobie może powiedzieć każdy kto żyje własnym powołaniem-wielkim szczęściem być żoną i mamą. Tak o sobie mogę napisać ja z kilkunastoletnim stażem małżeńskim. Grunt to wierność swojej drodze, a że dzisiaj w wielu miejscach z tą wiernością różnie bywa to warto przypominać o tym co jest normą. Z całą pewnością my świeccy pragniemy spotykać na swojej drodze kapłanów autentycznie żyjących swoim powołaniem. Grunt to być na miejscu w którym postawił nas Pan Bóg w tym życiu i na które to miejsce powiedzieliśmy kiedyś swoje TAK. Ksiądz w kapłaństwie a inni np. w małżeństwie. Aby skutecznie nauczać o drogach świętości trzeba samemu po nich kroczyć-teoretyk nikogo nie przekonuje i nikogo nie uszczęśliwia. To tak jak z obiadem-cóż z opowieści o wspaniałej zupie,pieczeni i deserze jeśli tego wszystkiego nie przyrządzę. Warto trzymać właściwy kurs to daje szczęście. Doskonale rozumiem Księdza wypowiedź ,która zainspirowała mnie do tego aby częściej uśmiechać się do swoich bliskich.

Wdzięczny grzesznik

Gratulacje z okazji jubileuszu!!!

Bardzo dobrze moi kochani. Pamiętajcie tylko, że największe szczęście to kochać Boga. Najlepiej zapomnieć o sobie o własnym byciu, powołaniu a skupić się na kochaniu :). Te sprawy to tylko efekt uboczny, odbicie blasku Jego.