2025 rok sportu

Minął rok 2025. Jesteśmy już prawie po swiętach – święta, święta i już po świętach. Chwileczkę! Jeszcze nie! Mamy czas, mamy czas, czas nie goni nas. Tak śpiewał kiedyś Arka Noego i teraz chciałbym patrzeć na wtecz, by podziękować Panu Bogu za wszystko to, co dobre. Konkretnie chciałby dziękować za możliwość uprawienia sportu i za to, że uczystniczyłem na 5 zawodów oficjalnych z wynikami, które poddaję. Oprócz tego, często mam możliwość biegania (2-3 razy w tygodniu po 5-10 kim, 30′ do 60′), pływanie (raz w tygodniu, kilometr lub dwa kilometry, 30′ lub 60′) i rower (razem od maja do września, raz w tygodniu 80 km 3 godziny).

  1. 116 123 Pół marathon Warszawski 30.03.2025 1h56’03” https://live.sts-timing.pl/pw2025/person.php?n=10197
  2. IRONMAN 70.3 Warsaw 8.06.2025 7h11’34” https://wyniki.b4sport.pl/ironman-70-30-warsaw-2025/soler-ignacy/e6353/chip_0001367.html
  3. 1/8 Triathlon Karczunek 10.08.2025 1h34’15” https://live.sts-timing.pl/trikaluszyn2025/index.php?dystans=1
  4. 47 Marathon Warszawski 28.09.2025 4h28’31” https://live.sts-timing.pl/mw2025/person.php?n=9614
  5. Bieg Niepodległości – Warszawa 10 km 11.11.2025 48’37” https://live.sts-timing.pl/wbn2025/person.php?n=13164

W ten sposób tak sportowy obchodziłem moje 70 lat, jestem rocznikiem 55. Mam nadzieję, że duchowo też trzymam formę, ale to inna bajka.

Homilia w Sopocie 28.VI.2025

Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». W tym roku jubileuszowym, w tym roku nadziei, Jezus znowu dziś mówi do każdego z nas: Nie bój się, Ja jestem z Tobą, będziesz uczestniczył w misji ewangelizacji świata, będziesz siewcą pokoju i radości na cały świat.

Św. Josemaría poszedł do domu Ojca pięćdziesiąt lat temu. Nie wiem czy ktoś za was obecnych pamięta ten dzień, czyli czwartek 26 czerwca 1975 r. Ja pamiętam doskonały. Byłem w Madrycie w tak zwany Centrum Studium, studiowałem trzeciego roku matematyki na starym Uniwersytecie Centralnym czyli Complutensis. Już od czterech lat należałem do Opus Dei i kilka razy w Madrycie i w Rzymie miałem okazję być obecnym z założycielem. W tym czwartek mieliśmy obiad, spotkanie rodzinne i od razu później różaniec. Po różańcu, około godziny piętnastej trzydzieści widziałem dyrektora i kapelana Ośrodka Akademickiego Santillana z oczami pełnymi łez. Byłem zaskoczony.

Dyrektor zawołał nas do saloniku ponad pięćdziesięciu młody studentów numerariuszów z Opus Dei, i powiedział: nasz Ojciec umarł dziś około po południu w Rzymie – idźmy do kaplicy, aby się modlić. Tam, patrząc na Jezusa w Tabernakulum czułem, że nasz Ojciec już jest w niebie i prosiłem o jego wstawiennictwo, byśmy byli wierni. Ta łaska od Pana Boga – wytrwać do końca w własnym powołaniu, jest najważniejszą łaską i ją prosiłem już wtedy dla mnie i dla tych, co byli wtedy ze mną, za wstawiennictwo założyciela Dzieła.

Błogosławiony Álvaro, który żył blisko niego przez wiele lat, wyjaśnił to w ten sposób: „Nasz Ojciec wychował nas do nadprzyrodzonego życia Bożym powołaniem, karmił nas swoim duchem, formował nas i utwierdzał w wierze, dawał nam oparcie, gdy wokół nas wszystko stawało się wątpliwe, kierował naszymi krokami, dawał nam ciepło swojego serca rozkochanego w Bogu, pocieszał nas w smutkach i napełniał naszą drogę radością, uczył nas kochać, przyoblekł naszą słabość w swoją siłę, czyniąc w ten sposób możliwą naszą wierność. Dlatego, ponieważ żyliśmy tym sposobem jego życiem i jakby jego kosztem, kiedy Pan wezwał go do ostatecznego przebywania w swojej obecności 26 czerwca, przez krótką chwilę niejednemu z nas wydawało się, że wszystko dla nas umiera”. Wystarczy krótka chwila, by zdać sobie sprawę, że Bóg nigdy nie opuszcza swoich.

„Musisz odkryć, kim jesteś, i rozwinąć swój własny sposób bycia świętym, niezależnie od tego, co mówią i myślą inni. Stawać się świętym to stawać się pełniej sobą, być tym, co Bóg zechciał wymarzyć i stworzyć, a nie tylko kopią. Twoje życie powinno być proroczym bodźcem, który byłby natchnieniem dla innych, pozostawiającym ślad w tym świecie, ten wyjątkowy znak, który tylko ty możesz zostawić”. Papież Franciszek.

Bóg wzywa nas do nieustraszonego podjęcia naszej osobistej misji w świecie, zachęcając nas do tego w życiu świętych. „Jest to wezwanie do tego, aby każdy z nas, z naszymi osobistymi zasobami duchowymi i intelektualnymi, z naszymi umiejętnościami zawodowymi lub doświadczeniem życiowym, a także z naszymi ograniczeniami i słabościami, starał się rozpoznać, w jaki sposób może coraz lepiej uczestniczyć w tym wielkim zadaniu, jakim jest postawienie Chrystusa na szczycie wszystkich ludzkich działań”

Każdy dzień, najukochańsze Dzieci, powinien być świadkiem naszego starania o wypełnienie misji, którą w swoim miłosierdziu powierzył nam Bóg. Serce Jezusa jest sercem miłosiernym, współczującym ludziom i będącym blisko nich. Nasze oddanie służbie duszom to przejaw miłosierdzia Bożego w stosunku do nas samych i do całej ludzkości. Bóg powołał nas do uświęcania się w zwyczajnym, codziennym życiu i do ukazywania innym, każdemu w okolicznościach jego stanu — providentes, non coacte, sed spontanee secundum Deum; roztropnie, dobrowolnie, spontanicznie, zgodnie z wolą Bożą1 — drogi do świętości pośród świata. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum — opowiada nam Ewangelia — zlitował się nad nimi. Dzieci moje, Jezus kieruje oczy i serce ku tłumowi, czyli ku wszystkim ludziom, a my Go naśladujemy. Taki jest sens naszego powołania, które otrzymaliśmy od Boga. List nr 1

Św. Josemaria Escriva mówił: „Gdy staję u stóp ołtarza, aby rozpocząć Mszę Świętą i wypowiadam inwokację: Introibo ad altare Dei, odpowiadają mi: Ad Deum, qui laetificat iuventutem meam (Ps 42, 4). Wtedy czuję się młody, pełen waszej młodości i wiecznej młodości Boga i czuję, jak w sercu wzbiera mi dwudziestoletnia, krzepka i płomienna krew. Z tymi słowami na ustach już pragnę wejść po stopniach ołtarza. Przestępuję do ołtarza pełen tęsknoty i nie tylko wyciągam nad nim ręce, ale obejmuję go czule i całuję jak zakochany, ob. Jestem naprawdę zakochany! Byłoby błędem, gdyby tak nie było!